"Panie wierzę, ale zaradź niedowiarstwu memu"

„Panie wierzę, ale zaradź niedowiarstwu memu”
(słowa celnika)

Pochopne jest stwierdzenie, że dzisiaj spełniliśmy swój obowiązek wielkanocny przystępując do Sakramentu Pokuty. Warunkiem odpuszczenia grzechów, spotkania z Chrystusem jest wiara człowieka. Wewnętrzne usposobienie człowieka jest sprawdzianem, czy rzeczywiście spotkała się on z Chrystusem czy nie. A więc wiara to podstawa.
Dwie panie, będąc w podróży, rozmawiają o swoich dzieciach. „Wróciłam w niedzielę do domu, niech pani sobie wyobrazi, mój Wojtek jeszcze nie spał. Pytam się go czy był na Mszy św. – Nie byłem – odpowiada. A dlaczego? – pytam. Bo widzi mamusia, nie byłem i już nigdy nie pójdę, bo ja po prostu przestałem wierzyć – odparł syn. Wie pani, ten mój Jacek jest bardzo oczytany, chodzi do szkoły średniej, jest bardzo zdolny. Próbowałam mu przez kilka godzin tłumaczyć dlaczego powinien chodzić na Mszę św., niestety nie udało mi się go przekonać”. Ukazałem tu bezsilną matkę wobec problemu niewiary własnego dziecka.
Zapewne czytało wielu z nas książkę Jana Parandowskiego „Niebo w płomieniach”. Autor opisuje w niej chłopaka, Teofila, ucznia szkoły średniej, który po przeczytaniu jednej z książek o Chrystusie (tendencyjnie napisanej), traci wiarę. Podobnie wiele osób, po Orędziu Biskupów do Narodu Niemieckiego, znienawidziła kapłanów. Mówili: „chodziłem dawnej do kościoła, interesowała mnie architektura, teraz nie będę uczestniczył we Mszy św.”. Można tu jeszcze przytoczyć przykład młodego człowieka, które przez pobyt w wojsku traci swoją wiarę, przestaje się modlić, Bóg dla niego nie istnieje.
Jakie stąd wypływają wnioski? Już Fryderyk Nietsche ogłosił, że Bóg umarł. A dzięki temu teraz człowiek:
1. Cieszy się, że nie będzie miał żadnych granic dla swych myśli, zamiarów i czynów. Bóg nie będzie mu przeszkadzał w sposobie mówienia i zachowania.
2. Uwolni się od poczucia winy i nieczystego sumienia.
3. Pod koniec swojego życia traci poczucie bezpieczeństwa, ufności i popada w zupełną samotność. Często nazywa się pustelnikiem, a w jego pustelni nie ma Boga.
Ostatnio ukazała się książka – studium psychologiczne Ignacego Dąbrowskiego pt. „Śmierć”. Opisuje ona historię utraty wiary przez młodego człowieka, studenta, który umierając na stancji, na poddaszu, rozmyśla na temat wiary, który utracił. W międzyczasie przychodzi do niego koleżanka i przynosi mu książeczkę do nabożeństwa i trochę poświęconego popiołu. Gdy odeszła, młodzieniec znowu pogrążył się w swoich myślach: „Gdyby tak z tej mojej wiary pozostał ślad jak ten popiół. Ja wiary nie odrzuciłem, ja ją pogubiłem, straciłem, porozrzucałem po świecie, tak po trosze”. Chłopak przeżywa tragedię w ostatnich godzinach życia, bo nie może wzbudzić aktu wiary w Boga. Dlaczego tak się dzieje? Bo ludzie lekką ręką tracą wiarę, którą potem trudno odzyskać. Wiara wycieka przez drobne zaniedbania. Brak modlitwy rano i wieczorem nie jest bez skutków dla naszej wiary. Ty nie rozmawiasz z Tym, w kogo nie wierzysz. To jest tak jak byś nie wierzył w ojca czy matkę, nie wierzył w ich obecność i dlatego nie rozmawiał z nimi.
Wiara wycieka przez zaniedbanie uczestnictwa we Mszy św. Wycieka na obozach, koloniach, wędrówkach górskich podczas wakacji. Nie chodzenie przez dwa miesiące do kościoła podczas wakacji nie jest bez znaczenia dla naszej wiary.
Wiara jest łaską daną przez Boga. Trzeba się o nią często modlić. Trzeba wzbudzać akt wiary, uzmysławiać sobie obecność Boga: „Panie wierzę, ale wspomóż…”. Już św. Paweł pisał, że „wiarę nosimy w glinianych naczyniach”. A gliniane naczynie łatwo się tłucze, musimy uważać na ten skarb wiary, który posiadamy, abyśmy się nie rozbili. Dopiero przez wiarę tak naprawdę spotykamy się z Chrystusem.