Ksiądz Antoś - apostoł wspólnoty kapłańskiej

Minęło już dwadzieścia lat od śmierci ks. kan. Antoniego Supady. Jednak pomimo upływu czasu pozostaje w pamięci księży naszej łódzkiej archidiecezji, a także wiernych z parafii Milejów, skąd pochodził, jako prawy i uczynny kapłan kierujący się w życiu dobrocią serca, wielką życzliwością bliźniego, szczerością i serdecznością.

Bardzo cenił sobie przyjaźń kapłańską i sam posiadał w sobie umiejętność budowania wspólnoty wśród kapłanów. Te relacje nacechowane były szacunkiem i ewangeliczną miłością. Miał wrażliwość na konfratra w kapłaństwie, który przeżywał życiowe rozterki, miał wyczucie, że nie można zostawić go samego, a należy bezzwłocznie pospieszyć z pomocą. Ksiądz Antoni pozostał wierny postawie człowieka wrażliwego, przystępnego i delikatnego w relacjach z bliźnimi.

Są publikacje biograficzne o ks. Supadym. Gorliwym krzewicielem pamięci o swoim stryju jest brat zakonny Janusz Supady, który jest autorem niedawno wydanej książki pt. "Ksiądz Antoni Supady - apostoł dobroci". Dowiadujemy się z niej, że ks. Antoni realizował kapłaństwo poprzez służbę szczerego, oddanego, zawierzonego Chrystusowi i współczującego człowieka, którego mottem życiowym były słowa "Jezu, ufam Tobie". Ks. Waldemar Kulbat w "Niedzieli" z 4 marca 2012 r. podjął temat postaci ks. Antoniego. Pisał, że tym, co wyróżniało ks. Supadego, było jego autentyczne życie i odpowiedź, jakiej udzielił Panu Bogu za dar i tajemnicę swojego powołania. Ks. Kulbat doszukuje się jego wielkości w młodzieńczym pragnieniu, jakie wyraził w podaniu skierowanym na ręce rektora Seminarium Duchownego: "Zdaję sobie sprawę, że kiedy świat hołduje ideom hedonistycznym, bynajmniej nie zrażam się tym stanem rzeczy, chcę dla Chrystusa się poświęcić".

Po przyjęciu święceń realizował się w Chrystusowym kapłaństwie w parafiach w Witonii, Karsznicach, Rzgowie, Piotrkowie Trybunalskim i jako proboszcz w Brzykowie, Kurowicach i Dłutowie, skąd odszedł do Pana 29 listopada 1996 r.

Ks. Zbigniew Godlewski w książce "Moje spotkania z kanonikiem Franciszkiem Antonim Supadym" wymienia szczególną cechę bohatera swojej publikacji - odpowiedzialność człowieka za zlecone mu zadania. Ks. Antoni powtarzał wielokrotnie, że wdzięczność powinniśmy swoim pasterzom okazywać modlitwą i uczynnością, gdy żyją wśród nas, a paradoksalnie okazujemy ją dopiero po ich odejściu. To w tej publikacji możemy odnaleźć piękne wspomnienie ks. Antoniego Justa o swoim przyjacielu: "W wypowiedziach o ks. Supadym mówiło się w gronie księży zdrobniale - ks. Antoś. W tym zdrobnieniu kryła się nuta miłości, którą żywili względem niego. Ale miłość do drugiego człowieka nie rodzi się w jakiejś pustce i próżni. Na miłość trzeba zazwyczaj zapracować. jeśli chcesz być kochany - kochaj".


Ks. Piotr Szubski
za: Niedziela Łódzka, listopad 2016 r.

Wspomnienie - Jan Grzegorz Jaszczak

Dłutów, dn. 6.08.2010 r.

Drogi bracie Januszu,
 

Jaka szkoda, że nie zobaczyliśmy się, kiedy byłeś u nas. Wiele byśmy sobie powspominali, poopowiadali. Tak dużo dobrego mamy w pamięci o ks. Antosiu. Przecież on ciągle jest z nami, mimo upływu tylu lat.
Zanim napiszę kilka zdań o naszym kochanym ks. Antosiu, to czuj bardzo serdecznie zaproszony do odwiedzenia nas, sprawi nam to dużą radość. Minęło sporo czasu, a pamięć o ks. Antosiu nie mija, u nas zwanym wujkiem Antosiem.
Wiem dobrze, iż ks. Antoni nie lubił rozgłosu, był skromny i cichy, nie lubił, aby o nim mówiono. To mam ciągle przed oczami: tę skromność – być sługą dla drugiego.
Pierwszy raz spotkaliśmy się na plebanii „w ostatki” za sprawą N.G. Krzysia Ochnickiego, był też dyr. PGR Paweł Choynowski i ja. Było to wieczorem, na plebanii było kilku księży, ks. Antoni jeszcze był niespakowany.

Pierwsze moje wrażenie jakie odniosłem, mimo najścia bez zapowiedzi, to to, iż jest to osoba otwarta, uśmiechnięta i życzliwa. Pamiętać należy, że były to czasy, gdzie w Polsce brakowało towaru w sklepach, był tylko dyżurujący ocet na półkach. Bliższa znajomość zaczęła się, gdy do I Komunii św. przystępował mój syn – Michaś. Był to Dzień Matki, jak również urodziny żony. Od tego momentu między nami zawiązała się przyjaźń. Z czasem wielka przyjaźń. Przyjaźń do tego stopnia, iż z ks. Antosiem spotykaliśmy się bardzo często, niemal co tydzień, a i w tygodniu także. Był często w leśniczówce, bardzo lubił przyrodę. Bywał nie tylko sam, ale również z różnymi księżmi, jak i ze swoimi bliskimi i rodziną. Byliśmy też u jego siostry Marysi i Ali w Gdańsku. Byliśmy razem na Białorusi w Baranowiczach (tam ciocia jego jeździła przed wojną po miód), Lachowiczach, w Grodnie i Nieświeżu. Chciał zobaczyć odradzający się Kościół na Wschodzie. Wiele rozmawialiśmy na różne tematy. Był niezwykle skromny, nieprzywiązujący wagi do majątku, do dóbr doczesnych. Wszystkim by się dzielił. Wielce oddany Panu Bogu i bliźnim. Co miał, to by się z drugim dzielił. Na plebanii gospodynią była jego ciocia. Po niej przez pewien czas przebywała siostra Ala.
Przypominam sobie, jak w tym czasie ks. Antoś miał skierowanie do sanatorium. Siostra Ala zaczęła przygotowania do wyjazdu. Okazało się, że ks. Antoni ma tylko stare rzeczy osobiste i z ubioru – stara sutanna połatana. Brak sweterka, odpowiedniej bielizny, rzeczy osobistych. Pamiętam, ile ona robiła zachodu, aby brata przygotować do wyjazdu. Jedna była odpowiedź: ja jeszcze mam, mnie to wystarczy. Wspólnie przekonywaliśmy, że ksiądz jedzie między ludzi i należy odpowiednio wyglądać. Jednak zakupy zrobiono. Pamiętam, jak w sweterku potem przez długi czas chodził i cieszył się, pokazywał i nie raz wspominał, ile to kosztowało, aby się tak wystroić. Piszę, gdyż to było wielkie wydarzenie.

Wspominali mi ks. Kulesza i ks. Jaworski, czy ks. Baran przyjeżdżali do ks. Antosia na wspólne odmawianie brewiarza, jak u Niego było serdecznie. U ks. Antosia zawsze drzwi stało otwarte. Duża ilość osób Go odwiedzała, tak duchownych, jak i świeckich. Miał przydomek „ksiądz – łata”. Wszystko musiał łatać, naprawiać, łagodzić, pośredniczyć, wstawiać się, bronić – umiał to najlepiej. W każdym widział dobroć, przyjaźń, życzliwość. Sprawy ziemskie – mało ważne. Moja rodzina, ta bliska, jak i dalsza, Bogu dziękujemy, iż dane nam było spotkać tak dobrego księdza i człowieka na naszej drodze. Na 50-lecie ślubu rodziców ks. Antoni odprawił Mszę św. w domu rodziców. 

Za ks. Antosia odrodziła się orkiestra parafialna, która była w rozsypce. Kapelmistrzem, który poprowadził orkiestrę był Z. Bukowiecki – dłutowianin. Orkiestra bierze udział w uroczystościach kościelnych i nie tylko.

Na zakończenie wspomnę o chorobie, gdyż przypuszczam, iż oprócz mnie niewiele osób wie, jak to było. Pewnego jesiennego wieczoru 1996 r. ks. Antoś dzwonił do mnie i prosi, abym Go odwiedził, gdyż źle się czuje.