Historia Rodziny Supadych

Historia Rodziny Supadych

Historia rodziny Supadych najprawdopodobniej ma swój początek na Węgrzech. Pionierzy rodziny przybyli do wsi Janówka, do parafii Milejów, jednej z najstarszych parafii Archidiecezji Łódzkiej. Z tej parafii wywodzi się biskup Jan Wawrzyniec Kulik i wielu księży diecezjalnych i zakonnych, między innymi: spokrewniony z Rodziną Supadych – śp. ks. prałat Antoni Suwart, śp. kan. Stanisław Gemel, śp. ks. kan. Antoni Supady, ks. Ostalczuk, ks. kan. Wiesław Jończyk, ks. Stanisław Opala i br. Janusz Supady ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, piszący tę historię Rodziny.
Rodzina Supadych przeprowadziła się na Milejowiec czyli Pułtawkę, kupując gospodarstwo od państwa Chyców, którzy nie zostawili po sobie potomków
Pani Chycowa była bardzo pobożną kobietą. Ufundowała bardzo dużo pięknych rzeczy do kościoła parafialnego. Miała opinię dość poważnej fundatorki, jej mąż zaś – być może i z powodu braku dzieci – lubił nadużywać alkoholu. Rodzina Supadych utrzymywała ich do śmierci na zagrodzie.
W tym miejscu wypada wspomnieć o zdolnym maturzyście, Stefanie Supadym, który – niestety – odebrał sobie życie. Według przekazów rodzinnych, dwóch młodzieńców zakochało się w tej samej pannie, mieli ciągnąć losy (kule), który poślubi pannę, a który musi zakończyć życie. I właśnie Stefan Supady wyciągnął kulę śmiertelną. Przed śmiercią napisał testament – list pożegnalny. Osobą, o którą walczyli młodzieńcy była Sabina Ciesielska. Śp. Stefan Supady popełnił samobójstwo w 1922 r., w Piotrkowie Trybunalskim. Trzeba jeszcze dodać kilka słów o tym nieszczęśniku. Stefan był bardzo zdolny, przygotowywał do matury późniejszego lekarza – Henryka Suwarta, swojego krewnego. Należał do Endencji i wyjeżdżał na plebiscyty na Śląsk, agitować ludzi, aby głosowali za Polską racją stanu. Pisał i redagował różne artykuły. Zgromadzone są one w archiwum rodzinnym, drukowane były w Gazecie Piotrkowskiej. Pochowany jest na cmentarzu w Piotrkowie Trybunalskim przy ul. Bykowskiej (a mieszkał przy ul. Legionów 14), niestety, grób jego się nie zachował, gdyż pochowano na jego miejscu już innych ludzi. Pogrzeb odbył się 2 czerwca 1922 r. Grała wtedy orkiestra wojskowa i uczestniczyły w nim tłumy ludzi, młodzieży. Był bardzo lubiany zarówno przez rodzinę, jak i obcych. No cóż, każda rodzina ma jakieś karty zapisane cierpieniem w kronice swojej historii.
Teraz myślę, że trzeba napisać o pięknej postaci, jaką był mój dziadek, śp. Józef Supady, który dożył 88 lat. Był on przynajmniej 14 lat obłożnie chory i niewidomy. Cierpiał heroicznie, po chrześcijańsku. Byłem świadkiem jego końcowego życia i muszę dać świadectwo prawdzie. Odmawiał bardzo często różaniec, śpiewał godzinki, i pogodnie przyjmował cierpienie. Sąsiedzi i rodzina odwiedzali go bardzo często, bo był wręcz uwielbiany za swoje swoiste poczucie humoru, radość życia i wielki optymizm.
Jego syn, śp. ks. kanonik Antoni, był kapłanem i to go również w jakiś sposób zobowiązywało, ale i chyba syna mobilizowało, którzy patrząc tyle lat na tak pogodnie cierpiącego ojca i pokornie czekającego na śmierć, sam starał się żyć wzorowo i heroicznie. Muszę jeszcze nadmienić parę zdań o społecznej działalności dziadka. Dziadek był członkiem orkiestry dętej przy parafii w Milejowie, był członkiem rady nadzorczej Kasy Stefczyka w Łodzi. Udzielał się więc na różnych odcinkach, nawet śpiewając w chórze (tenor). Społeczności wiejskiej służył pisząc podania i załatwiając różne sprawy dla ludzi wsi. Józef Supady był grzeczny, kontaktowy, był dobrym mówcą, człowiekiem wrażliwym i inteligentnym.
W dniu jego śmierci, 5 marca 1975 r., ja - jego wnuk, musiałem wyjechać na badania do dr. Musiela, do Łodzi. Wtedy też wstąpiłem do kościoła Świętego Krzyża przy ul. Sienkiewicza, gdzie pomodliłem się za duszę zmarłego dziadka. Wychodząc z kościoła, w kruchcie, wisiała reklamówka powołaniowa, już pożółkła, o Zgromadzeniu Braci Serca Jezusowego w Puszczykowie. Marzyłem już wtedy o życiu zakonnym, chciałem zostać paulinem lub jezuitą. Byłem nawet w Częstochowie w tej sprawie. Zapisałem sobie adres do Puszczykowa, a już po dwóch miesiącach, czyli 11 maja 1975 r. oficjalnie wstąpiłem do Zgromadzeniu Braci Serca Jezusowego i przez 32 lata trwam w szczęśliwym powołaniu. Myślę, że to jest także zasługa mojego śp. dziadka Józefa, który w dniu swojej śmierci wybrał mi zgromadzenie i teraz czuwa, abym wytrwał w zakonie.
Piękną postacią w Rodzinie był śp. ks. kanonik Antoni Supady, ale o nim będzie książka, jest już napisanych kilka artykułów, przepisane są kazania, które skrzętnie zapisywał, czasami wielkimi skrótami na małych karteczkach i potem je wygłaszał na ambonie. Wuj Antoni był najbardziej wybijającą się jednostką w Rodzinie, najwięcej dokonał w tym ziemskim życiu. Był nie tylko kapłanem, ale i duszpasterzem - katechetą, budowniczym i organizatorem nowej parafii. Wiele ciepłych słów można było usłyszeć o śp. ks. kan. Antonim Supadym nad trumną w dniu pogrzebu z ust ks. biskupa Adama Lepy. Mówił on, że Rodzina Supadych wydała dobrego, świątobliwego kapłana i jest jej bardzo wdzięczny, za takie powołanie.
Zachęcam po zasięgnięcie więcej informacji o tym kapłanie, śp. ks. kan. Antonim, które znajdują się w książce i w internecie. Tam można wyczerpująco dowiedzieć się o jego działalności duszpasterskiej i głębi życia duchowego. Bogu dziękujmy za tak wspaniałą postać. Oby było więcej takich wspaniałych, świątobliwych kapłanów, bo Polska i świat i ich potrzebuje!
W Rodzinie Supadych było wiele wspaniałych postaci, między innymi Henryk Supady – przedsiębiorca, współwłaściciel Firmy „Sulimar” w Piotrkowie Trybunalskim. O nim również trzeba odrębnie napisać. To był też wielki społecznik, dobrodziej kościoła w Witowie, fundator pięknej kaplicy z piaskowca przy rozdrożu dróg między Piotrkowem a Witowem.
Nie wolno mi ominąć mojego ojca – śp. Stanisława Supadego, społecznika, działacza w radzie nadzorczej, a następnie skarbnika, prezes orkiestry parafialnej orkiestry dętej w Milejowie. Jego hobby było rzeźnictwo, był w tym bardzo dobry. Smacznie robił kiełbasy, kaszanki, czarne salcesony i dobre szynki. Był zapraszany w okresie świąt i nie tylko przez ludzi. Pracował po nocach, gdyż w dzień zajmował się rolą. Starał się jak mógł utrzymać żonę i trzech synów oraz swoich rodziców. Zmarł przedwcześnie w wieku 69 lat na białaczkę. Pogrzeb miał bardzo ładny – ludzie przyszli podziękować mu za jego dobre serce, uczciwość i wkład pracy na wsi i w parafii Milejów. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Milejowie.
Kapłanką ogniska domowego mojej rodziny, jak i w każdej rodzinie, była mama. Matka to bardzo ważna osoba w rodzinie, od niej zależy jakość relacji rodzinnych i moc żaru ogniska domowego. Taką wzorową matką jest Wanda Supady, pochodząca z bardzo porządnej i bogobojnej Rodziny Dudków, w której również było wielu światłych i uczciwych ludzi, jak między innymi dziadek Leon, który przeżył 99 lat w pobożności i uczciwym życiu.
Ale chcę dokończyć wypowiedź o mojej mamie. Rodzina Supadych miała szczęście, że 53 lata temu Stanisław Supady poślubił 19-letnią, młodą i ładną dziewczynę Wandę. Bóg pobłogosławił Rodzinie Supadych w osobie Wandy Supady z domu Dudek z racji jej wielu cnót i zalet, takich jak: gościnność, dobroć, uśmiech, życzliwość dla ludzi, pracowitość, zdrowie, uroda, piękne, uczciwe życie, a także pobożność i szacunek do Kościoła i kapłanów, których nigdy nie pozwala krytykować, a wręcz zakazuje powtarzać nie sprawdzonych informacji, bo to nie służy dobru ludzi – jak sama mówi. Nie wypada mi być może wychwalać własnej mamy, ale świadectwa innych osób na pewno byłyby podobne, mam jednak - jako zakonnik – prawo moralne to czynić. Dziękuję Jej w tym miejscu, że tak pięknie wychowała swoje dzieci. Syn – zakonnik wiele Jej zawdzięcza.
Około 25 lat temu ukazała się książka ze świadectwami biskupów, kapłanów i zakonników o swoich matkach. Wszyscy, jak jeden mąż, stwierdzili jednogłośnie, że ich mamy były świętsze od nich. I ja mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem, że moja mama jest o wiele lepsza i świętsza od swego syna – zakonnika. Bogu dziękuję za taką mamę i proszę dobrego Boga, żeby jak najdłużej żyła i jeszcze wiele dobrego mogła zrobić dla Milejowa, a także wymadlać potrzebne łaski na różańcu na swojej Rodziny.