Ks. Antoni Just - Wspomnienie o ks. Antonim

Łódź, dn. 16.10.2007 r.

Kochany Bracie!

Bardzo się cieszę z Twojego zamierzenia wydania książki o Antosiu, moim szczególny i wielce cenionym przyjacielu, a Twoim krewniaku.
Wprawdzie kończyliśmy to samo gimnazjum (Chrobrego) w Piotrkowie Trybunalskim, ale w tym czasie nasze ścieżki życia biegły dwutorowo, a więc nie skrzyżowały się. On kończył maturę w 1951, ja w 1953 r. Ale dopiero w Seminarium zawiązała się serdeczne, obustronna – jak tuszę – przyjaźń, która rzecz mogę jest nadal żywa w moim sercu. Ilekroć Go wspomnę, to zawsze z wielkim uczuciem i serdecznością.
Bliższy – a jak się okazało – trwalszy, przyjacielski kontakt nawiązaliśmy całkiem przypadkowo podczas srogiej zimy w 1955 r., gdy wybuchła wręcz epidemia grypy w naszym Seminarium, i gdy obydwaj znaleźliśmy się w seminaryjnym szpitaliku. Nadszedł dzień 10 lutego tegoż roku i gdy głośno oznajmiłem leżącym wówczas w szpitaliku współbraciom, że nie przypuszczałem, iż swoje urodziny będę obchodził w takim stanie i miejscu, Antoś Supady żywo zareagował: Naprawdę dziś obchodzisz urodziny? A z którego roku jesteś?. Mówię: 1932. No to urodziliśmy się jednego dnia i roku, a więc jesteśmy bliźniakami – odpowiedział. Później jeszcze ustaliliśmy, że urodziliśmy się jako ostatni naszego rodzeństwa. Mamy ojców o tych samym imieniu: Józef. Jedynie nasze mamy nosiły różne imiona. Odtąd przy spotkaniach – dość częstych zresztą pozdrawialiśmy się krótko: Cześć bliźniak! Ale nie tylko te dane biograficzne nas łączyły. Było między nami – śmiem twierdzić – jakieś powinowactwo duchowe, które stanowi istotę przyjaźni. Bardzo się lubiliśmy. Byłem na Jego prymicji w Milejowie. Później przy każdym spotkaniu podejmowaliśmy tyle wspólnych wspomnień, tematów, które nas jeszcze bardziej zbliżały do siebie.
W pracy – niestety, nie spotkaliśmy się, ale wiem ze świadectwa innych, którzy z Antosiem razem w winnicy Pańskiej się trudzili, że bardzo odpowiedzialnie traktował swoją pracę duszpasterską i swoje kapłaństwo. Najlepszym dowodem, jak wysoko władza diecezjalna oceniała Jego pracę i Jego postawę kapłańską, jest to, iż często mianowała Go ojcem duchowym w dekanacie, w którym pracował, bądź też dziekanem tego dekanatu.
Gdy chodzi o Jego postawę koleżeńską, o Jego człowieczeństwo – był naprawdę powszechnie bardzo lubianym, powiem więcej – kochanym przez współbraci w kapłaństwie i przez powierzony swej trosce duszpasterskiej lud Boży. Godzien jest przeto, by Jego szlachetna osobowość, zaangażowanie duszpasterskie i gorliwość w pełnieniu posługi kapłańskiej wynieść na światło dzienne w formie publikacji książkowej.
Szczęść Boże w tym zbożnym dziele!

Ks. Antoni Just

P.S. Bardzo bym się ucieszył posiadaniem tej publikacji. AJ