Stanisław Paul - Wspomnienie o ks. Antonim

Stanisław Paul
ul. Dzieci Polskich 4
97-300 Piotrków Tryb.


Wspomnienie o księdzu Antonim Supadym

Jest rok 1955 – przełom między czwartym a piątym rokiem pobytu Antosia Supadego w Seminarium Duchownym w Łodzi. W Milejowcu trwa budowa domu mieszkalnego u rodziny Supadych, bo jak już wiadomo za rok będzie prymicja Antosia.
Z opowiadań mojej mamy, która była siostrą mamy Antosia wiem, że do powołania do kapłaństwa Antosia przyczyniła się już nasza wspólna babcia Florentyna. Otóż babcia Florentyna bardzo pragnęła i modliła się o to, aby jej syn – Stanisław Jończyk – był w przyszłości księdzem. Nie było jej dane tego doczekać, gdyż Stanisław będąc w klasie maturalnej nagle zmarł. To samo pragnienie przeniknęło potem na jej córkę Walerię – mamę Antosia. Choć nigdy tego Antosiowi nie sugerowała, jej pragnienie poparte modlitwami zostało spełnione kiedy Antoś w r. 1951 znalazł się w Seminarium Duchownym.
Wracając do budowy domu rodziców Antosia – pamiętam, że przy jego budowie pomagały rodziny: Dudków, Derlatków, Jończyków, Panków, Galusiów, Ingrów i inni krewni. I ja też byłem tam wśród nich. Wszyscy z ochotą starali się pomagać, bo przecież za rok będzie tu spotkanie prymicyjne z księdzem Antosiem. Udało się.
Niezapomniane wrażenie zrobiła na mnie Msza Prymicyjna odprawiona przez już księdza, Antosia. Byłem bardzo wzruszony i szczęśliwy kiedy ksiądz Antoś udzielał prymicyjnego błogosławieństwa uczestnikom Mszy św. – klęczącym wzdłuż głównej nawy milejowskiego kościoła, kładąc każdemu rękę na głowie. Kiedy podszedł do mnie jako swojego ciotecznego brata, nie tylko położył rękę na mojej głowie i pobłogosławił, ale objął mnie za głowę serdecznie i bratersko ściskając. Było to przeżycie, które nie zapomnę do końca swoich dni.
Następne moje spotkanie z ks. Antosiem – to jego odwiedziny w parafii Witonia. Kiedy wraz z moim i ks. Antosia ciotecznym bratem Kazimierzem Jończykiem pojechaliśmy do niego w pierwszą sobotę po Nowym Roku – ksiądz Antoś wybierał się na spotkanie choinkowe z dziećmi w tamtejszej szkole. Oczywiście zabrał nas ze sobą. Obowiązki kapłańskie, których przenigdy nie zaniedbał, nie pozwoliły mu długo przebywać z dziećmi, choć były to chwile dla niego bardzo radosne.
W 1961 r. w miesiącu kwietniu wybrałem się do parafii Karsznice prosić ks. Antosia, aby udzielił mi ślubu z moją wybranką, Wiesią. I znowu obowiązkowość kapłańska i nawał pracy w parafii nie pozwoliły ks. Antosiowi spełnić mojej prośby. Zapewnił mnie jednak, że tego dnia będzie o nas pamiętał i błogosławił nas w swojej modlitwie. Ja go w tym bardzo rozumiałem.
Już z moją rodziną i moim szwagrem Marianem Jagiełło z jego odwiedzaliśmy ks. Antosia w parafiach Rzgów i Brzyków, gdzie był już proboszczem. Ksiądz Antoś bardzo się cieszył z tych odwiedzin.
Przewidując niechybne kłopoty w miejscu mojej pracy z powodu I Komunii św. mojego syna Tomka w 1974 r. – prosiłem ks. Antosia, aby udzielił I Komunii św. w swojej parafii w Brzykowie. Ks. Antoś ochoczo na to przystał i spełnił moją prośbę. Mój syn Tomek otrzymał I Komunię św. z rąk ks. Antosia, który całą moją rodzinę wraz z moimi rodzicami oraz chrzestnymi Tomka przyjął i ugościł na plabanii.
Odwiedziłem jeszcze ks. Antosia w Brzykowie, kiedy leczył się z urazów po uczestnictwie w wypadku drogowym. Widziałem jego troskę, aby rekolekcje i spowiedź przed świętami Bożego Narodzenia odbyły się bez kłopotów. Ale byłem też świadkiem jego radości, kiedy z sąsiednich parafii przybyli księża pomóc w spowiedzi.
Odwiedzałem też ks. Antosia w parafiach Kurowice i Dłutów, gdzie byłem świadkiem kiedy cieszył się, że Stasiek ze swoją rodziną utrzymuje więź z kapłanem z rodziny. Muszę jednak nadmienić, że w czasie tych miłych chwil spędzanych z moją rodziną, ks. Antoś nigdy nie zaniedbywał swoich obowiązków duszpasterskich. Był kapłanem bardzo sumiennym i obowiązkowym. Słyszałem jak bardzo dużo czasu spędzał w konfesjonale.
W kontekście wspomnień o ks. Antosiu, muszę wymienić rok 1994. W miesiącu maju odbyła się w kościele w Milejowie uroczysta Msza św. koncelebrowana, której przewodniczył ks. Antoś. W czasie tej Mszy św. poświęcony został nowy sztandar ufundowany przez rodzinę Supadych. Stary sztandar ufundowany i częściowo własnoręcznie wykonany przez naszą babcię Florentynę, uległ znacznemu zużyciu i zniszczeniu. Ksiądz Antoś wspólnie ze swoim bratankiem – br. Januszem – zainspirowali ufundowanie przez rodzinę Supadych nowego sztandaru. Od mojej mamy dowiedziałem się o kłopotach w zdobyciu niektórych brakujących elementów nowego sztandaru. Postanowiłem z moją mamą pojechać w tej sprawie do Częstochowy. Mama, już bardzo schorowana – przy pomocy dwóch lasek weszła na Jasną Górę. Było to jej już ostatnie spotkanie z Panią Jasnogórską. Oczywiście, brakujące elementy zdobyliśmy. Sztandar, na którym widnieje motto „Za powołania”, był gotowy do poświęcenia, którego dokonał ks. Antoś. Ale drugim bardzo miłym akcentem tego nabożeństwa były obchody 40-lecia małżeństwa brata ks. Antosia, a rodziców br. Janusza – Stanisława i Wandy.
Opisując o moich odwiedzinach u ks. Antosia muszę wspomnieć o tym, że również ks. Antoś przy okazji pobytu w swojej rodzinnej parafii Milejów, prawie zawsze odwiedzał moich rodziców w Longinówce i mnie, kiedy już mieszkałem ze swoją rodziną w Piotrkowie Tryb. Najbardziej z tych odwiedzin cieszyła się moja mama. I ona zmobilizowała mnie do tego, abym odwiedził ks. Antosia w szpitalu w Bełchatowie, gdzie przebywał po złamaniu nogi. Jak bardzo ks. Antoś był związany uczuciowo z moją rodziną świadczy fakt, że nie będąc jeszcze w pełni zdrowy po złamaniu nogi – uczestniczył w 1995 r. w pogrzebie mojej mamy i przewodniczył Mszy św. pogrzebowej i odprowadził ją na cmentarz milejowski.
Będąc u ks. Antosia w Dłutowie widziałem jego troskę kapłańską o swoją parafię, kiedy nie mógł wypełnić wszystkich swoich obowiązków duszpasterskich z powodu nie wyleczonego jeszcze złamania nogi. Ale byłem też świadkiem serdecznej więzi ks. Antosia z jego młodym wikarym ks. Stanisławem, który ku wielkiej radości ks. Antosia – pracował „za dwóch”.
Serdeczną więź kapłańską księdza Stanisława z ks. Antosiem zaobserwowałem też wtedy, gdy ks. Antoś w ostatnim miesiącu swej choroby przebywał w szpitalu w Łodzi.
Na tydzień przed śmiercią wraz z bratową i bratankiem odwiedziliśmy go w szpitalu. Nic nie wskazywało na to, że w tak krótkim czasie Pan Bóg powoła go do siebie.
Uroczystości pogrzebowe ks. Antosia w Dłutowie w dniu 3 grudnia i w Milejowie w dniu 4 grudnia 1996 r., w których udział brały rzesze wiernych tych parafii i setki kapłanów na czele z biskupami, świadczyły jak „dobrym kapłanem”, takim jak życzyła sobie jego mama na progu jego kapłaństwa, był ks. Antoś.
Nie zapomnę również tego, że wraz z jego bratankami i siostrzeńcem dane mi było nieść trumnę ze zwłokami mojego ciotecznego brata – ks. Antosia z kościoła na cmentarz w Milejowie.
Przy spotkaniach z bratankiem ks. Antosia – br. Januszem – zawsze wspominamy jak dobrym kapłanem dla swoich wiernych i dla Boga był ks. Antoś. Wspomnienia te nachodzą mnie również zawsze w czasie pobytu w kościele w Milejowie, gdzie znajduje się płyta pamiątkowa poświęcona ks. Antosiowi.

Stanisław Paul
cioteczny brat ks. Antosia
Październik 2007 r.