XXIV Niedziela Zwykła – 1995
Zagubiona owca
Wszyscy jesteśmy zagubionymi owcami. Carlo Carretto (†1989), jeden z najbardziej poczytnych katolickich pisarzy włoskich, tak wspomina swoje młode lata: “Ilekroć miałem przed oczyma obraz Dobrego Pasterza, który niesie na swych ramionach zgubioną owcę, tylekroć myślałem, że tą owcą jest ktoś inny, a ja po winienem iść na jej poszukiwanie”. Gdy się opowiada dzieciom tę przypowieść, to często rozglądają się wśród siebie, szukając kogoś kogo można by dla jego złego życia nazwać “zagubioną owcą”. Wśród dorosłych nie brak podobnych osób. Tymczasem św. Jan mówi: “Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1J 4,8). Św. Paweł przyznaje się, że przed nawróceniem był “bluźniercą, prześladowcą i oszczercą” i zaraz dodaje: “Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy” (1 Tym 1,15).
Każdy z nas, jeśli szczerze oceni swe życie, to chociażby nikogo nie zabił, nie okradł, ani nie popełnił cudzołóstwa, musi wyznać: “jestem słabym, grzesznym człowiekiem”. Dlatego wszyscy: ksiądz, siostra zakonna i zwykły chrześcijanin, a nawet małe dziecko, bijemy się w piersi na początku Mszy św. i mówimy: “moja wina...”. Wszyscy pragniemy, aby Chrystus Dobry Pasterz przebaczył nam te winy, gdy wyznajemy je w konfesjonale. Chrystus Dobry Pasterz nas tu dziś gromadzi i zna każdego z imienia, za wszystkim bowiem zapłacił cenę Krwi swojej. Uczy jak postępować w życiu, współpracować z łaską. Mamy być pomocnikami Dobrego Pasterza.
Tysiące księży współpracuje z Chrystusem Dobrym Pasterzem, udziela Mu swych umysłów, serc i ust w celu nauczania i wychowania ludzi. W tej pracy powinni brać udział rodzice, nauczyciele, wychowawcy, choć w różnej mierze i w różny sposób. Właściwie nikt nie jest wolny od tej współpracy z Chrystusem. Możemy Go naśladować w Jego miłosierdziu wobec naszych bliźnich. Ten obowiązek ciąży zwłaszcza na rodzicach względem dzieci. Chłopcu czy dziewczynie - jak zauważa jeden z wychowawców, którzy nigdy nie doświadczają dobroci i wybaczenia rodziców, trudno jest zrozumieć i przyjąć miłość i wybaczenie Boga.
Zwierzenie 14-letniego chłopca: “To niemożliwe, aby Bóg wybaczył mi wszystko. Mam dowód na to: mój ojciec zawsze mnie karze i nie zapomina o moich wykroczeniach”. Wielu ojców, zbyt surowych i autorytatywnych, utrudnia swym dzieciom nie tylko wiarę w miłosierdzie Boże, ale czasem nawet w Jego istnienie. “Od powietrza, ognia i wojny, i od takiej wiary, którą wyznaje mój ojciec... zachowaj mnie Panie”. “Ojciec jest egoistą, ilekroć podejmowałem rozmowę, usłyszałem - nie zawracaj mi głowy - dlatego wyrywam z domu”.
Bywają też inne przykłady, bardziej pozytywne. “Po moich wyczynach wakacyjnych - pisze młoda dziewczyna - byłam kompletnie załamana. Nie wiedziałam jak się rodzicom na oczy pokazać. A może w ogóle nie wrócić? - myślałam. Nigdy tego nie zapomnę mamie. Nie tylko mi wybaczyła, ale była dla mnie ukojeniem i uciszeniem. Dzięki niej otrzymane rany szybko się zabliźniają. W moich niepowodzeniach, których los mi nie szczędzi, wielką pociechą jest dla mnie to, że mama się za mnie gorąco i wiele modli”. Ta matka nie tylko ułatwiała swej córce powolne dojrzewanie moralne, ale również uczyła ją ufnego uciekania się do Boga w chwilach załamań i trudności życiowych.
Dziś narzeka się na młode pokolenie. Są podziały. W stosunkach międzyludzkich należy być wyrozumiałym, prowadzić dialog małżeński oraz z dorastającymi dziećmi, bo to rodzi zaufanie. Dziecko czuje, że jest kochane i dowartościowane.
W obliczu Dobrego Pasterza poszukującego zagubionej owieczki, trzeba nam sobie uświadomić swój grzech, umieć się do niego przyznać.