Nikt z nas nie żyje dla siebie
Życie każdego człowieka, choćby było najbardziej ukryte ma zawsze jeden decydujący, a wielki swój dzień. Jest to ostatni dzień życia człowieka na ziemi, kiedy to noc zakrywa oczy cielesne, a wieczność otwiera przed człowiekiem swoje tajemne podwoje. Jest to dzień, który Kościół nazywa “dies magna et a maro valde” - wielki dzień x. Leona. Księga życia na ziemi została zamknięta i opieczętowana. Urodził się 17.11.1930 w Suroży, w ziemi białostockiej. Dom rodzinny - środowisko wiary - z tej rodziny został powołany do służby Bogu w kapłaństwie w Łodzi. Czarnocin, Buczek, Szczerców, Rejmontów, Zbawiciela, Św. Ducha, Matka Boża Zwycięska, Różańcowa na Stokach, św. Kazimierz, na krótko był rektorem kaplicy Zmartwychwstania na Kurczakach.
Żył dla drugich. Już w seminarium duchownym dał się poznać jako organizator bratniej pomocy (organizowanie materiałów duszpasterskich). Nikt z nas nawet się nie domyśla dla ilu osób starszych pośredniczył w załatwianiu różnych spraw. Wymownym tego znakiem jest pomoc pieniężna i duchowa jednej matce po śmierci jej syna kapłana. Miesiąc w miesiąc odwiedzał ją, pomagał. Tę cechę wyniósł z domu rodzinnego, tam się uczył miłości.
Swój urlop spędzał ze swoją matką. W życiu codziennym był bardzo kapłański, koleżeński, spieszył z pomocą, był niejako pogotowiem ratunkowym w pomocy.
Kilka dni temu wybrał się z posługą duszpasterską, a mając wzrok zniszczony chorobą cukrzycy, nie zauważył stopnia wagonu, upadł i to stało się wkrótce przyczyną jego zgonu. Jak każdy człowiek miał również swoje słabości, uchybienia. Będziemy prosić, by Bóg mu je wybaczył, a za jego cichą i pokorną pracę i prosty styl życia, przyjął swego Sługę do Przybytków Niebieskich.
Ksiądz Leon odszedł i rodzi się pytanie: Kto go zastąpi? Pojawia się sprawa troski o nowe powołania. To ma być troska całego ludu Bożego. Obowiązek ten spoczywa na całej społeczności chrześcijańskiej. Najwięcej przysługi oddają w tej sprawie rodziny chrześcijańskie, które jeśli ożywione są duchem wiary, miłości i pobożności, stają się jakby pierwszym seminarium.
Stojąc przy trumnie kapłana Leona, musimy i my przeżyć chwilę refleksji. Powinniśmy zastanowić się nad naszym ziemskim pielgrzymowaniem, jak ono wygląda, czy my tylko żyjemy dla siebie, czy także dla innych, na ile żyjemy dla Pana?
Niech dobry Bóg oceni pracę ks. Leona i nagrodzi stokrotnie zasługi, a jego słabości nich pochłonie Boże Miłosierdzie.