Kazanie - Św. Wincentego a Paulo

Św. Wincentego á Paulo

„Posłał mnie, abym głosił ubogim Dobrą Nowinę, więźniom niósł wolność, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwieszczał rok łaski od Pana” (Łk 4, 18).
Słowa te były punktem wyjścia nauczania Jezusa Chrystusa. Treścią tych słów zafascynował się św. Wincenty á Paulo. Głosić Ewangelię ubogim, zmieniać ich los, przywracać ich godność, ulżyć ich niedoli.
„Chwałą Boga jest żyjący człowieka” - św. Augustyn. To człowiek i jego godność sprowadziły Boga - Człowieka na ziemię. Dodajmy: każdy człowieka jest przedmiotem umiłowania Boga, ale przede wszystkim człowiek ubogi. „Res sacra miser” - rzeczą świętą jest człowiek ubogi - wypisała Warszawa na gmachu przy Krakowskim Przedmieściu, może pod wpływem Ks. Boduena, duchowego syna św. Wincentego, założyciela Szpitala Dzieciątka Jezus, człowieka, który wpisał się w historię Stolicy swoją dobrocią w stosunku do podrzuconych dzieci.
Wróćmy jednak do św. Wincentego. Urodził się 24.04.1581 r. Pochodził z rodziny ubogich rolników. Był jako dziecko wrażliwy na ludzką nędzę. Pewnego razu swoje całe oszczędności (30 franków) daje głodnemu żebrakowi. Kiedyś miał sen. Ujrzał Matkę Bożą obok żebraka. Miała ona wtedy powiedzieć: „W nagrodę za twoje serce błogosławię ci i zapewniam cię, że całe życie będziesz szedł drogą, która Ja ci wskażę”. Wtedy Wincenty zauważył, że żebrak trzymający w ręku 30 franków przeobraził się w Chrystusa.
Swoje „pójdę za Tobą” Wincenty wypowiedział ustami rodziców, którzy pragnęli mieć syna kapłanem. Z ust superiora, przyjmującego go do seminarium usłyszał słowa rady: „Każdemu kapłanowi potrzebna jest głowa i serce. Jeżeli brak mu inteligencji, źle sprawuje swój urząd pośrednika między Bogiem a ludźmi. Jeżeli brak mu miłości - jest jak miedź brzęcząca i zwietrzała sól”. Ta rada była dewizą życia św. Wincentego. Został kapłanem. Los mu sprzyjał. Wszedł nawet w środowisko dworu królewskiego, staje się wychowawcą na dworze. Spotkanie z bogactwem małej grupy otwiera mu oczy na ocean biedy ówczesnego społeczeństwa francuskiego.
Rok 1617 jest rokiem przełomowym w jego życiu. Stwierdza wtedy katastrofalny stan duchowy ludu wiejskiego. Jedną z przyczyn tego stanu upatruje w niskim poziomie intelektualnym i moralnym duchowieństwa. To odkrycie skłoni go do założenia Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Ks. Wincenty w pracy duszpasterskiej zwracał uwagę na zalety umysłu i serca. Sam dał temu świadectwo, gdy zamienił sutannę na ubiór galernika i nazwisko na nr 61782. Uwolniony więzień szeptał wtedy: „Jak dobry jest Bóg”. Św. Wincenty potrafił tę dobroć zakodowaną w człowieku przez Boga, drzemiącą w sercach kobiet, obudzić i uczynić je apostołkami miłości. W ten sposób powstaje w 1617 r. Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia, a w 1633 r. – Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia.
Święty Wincenty często mówił: „potrzeby ubogich są olbrzymie, macie opiekować się dziećmi porzuconymi, tzn. macie stać się dla nich ojcem i matką, a raczej zastępować im samego Boga, który powiedział, że choćby matka zapomniała o swoim dziecku, On nie zapomni o nim.
A co my o tym wszystkim sądzimy? Jaki jest nasz stosunek do człowieka? Upłynęły lata. Zmieniły się w świecie systemy ekonomiczno-społeczno-polityczne. Pozostał człowiek. „Ubogich zawsze mieć będziecie u siebie” (J 12, 8). Należy pielęgnować ideę gościnności. Wiek XX jest bardzo wrażliwy na człowiek i jego gościnność. Musimy mieć oczy nieustannie otwarte, aby ujrzeć człowieka w potrzebie. Różni ludzie przechodzili obok człowieka w Ewangelii, nie dostrzegli jego potrzeby, choć go widzieli.
Dziś widziałem – wyrzucono starszą, chorą kobietę z kolejki. Chylę czoło przed odwagą kobiety, która stojąc w kolejce, słysząc kłócące się kobiety ze sobą o miejsce, miała odwagę rzucić słowa: „przekażcie sobie znak pokoju”. I ludzie się uciszyli.
Prymas Wyszyński pisząc o św. Wincentym á Paulo, zatytułował swój esej „Dobre oczy nad nami”. Trzeba mieć dobre oczy i widzące, tj. takie, które pragną ocalić miłość.
Zapytano raz Matkę Teresę jaka jest najgroźniejsza choroba dzisiejszych czasów? Odpowiedziała, że nie gruźlica, nie trąd, ale jest nią uczucie opuszczenia u ludzi samotnych, opuszczonych, że już nikt ich nie kocha. „Całe życie poświęciłam najuboższym – mówiła Matka Teresa – czyniłam to z miłości i jestem przekonana, że miłość jest najskuteczniejszym środkiem budowania pokoju”.
W programie „Telewizja nocą” są komentowane sytuacje rodzinne, sąsiedzkie. Próbuje się w nim odnaleźć człowieka, uczulać na ludzką nędzę. Pytamy: gdzie jest serce? poczucie sprawiedliwości? wdzięczności? rodzinności? Co stało się z człowiekiem? Co stało się z ludzkim sercem? Chcemy być usprawiedliwieni w swoim nie reagowaniu na człowieka leżącego przy drodze. „Od tego są instytucje, a ja płacę podatki z zarobków” – mówimy. Ubodzy są wśród nas. Trzeba mieć dobre oczy, które chcą zobaczyć: samotną matkę, samotnego sąsiada, rodzinę wielodzietną. Jezus mówi: „Coście uczynili jednemu…”. Trzeba przechodzić od słów do czynów.