Różaniec
Są dwa miesiące w roku poświęcone szczególniejszej czci Matki Bożej: maj i październik.
Rozpoczynamy właśnie miesiąc październik, miesiąc modlitwy różańcowej, i jak każdego roku zbierać się będziemy w naszej świątyni, do rąk weźmiemy różaniec, a usta szeptać będą pozdrowienie anielskie:
Do różańca zachęca nas Matka Boża. “Odmawiajcie różaniec” – powiedziała Matka Boża do św. Dominika w XII w., gdy walczył w sektami, zagrażającymi Kościołowi i nie widział zbyt obfitych owoców swej pracy.
“Odmawiajcie” mówi Niepokalana do Bernardetty ukazując się jej w Lourdes. “Odmawiajcie” mówi Królowa Niebios do Łucji w Fatimie, a zapytana “kim jest”, odpowiada: “Jestem Matka Boża Różańcowa”.
Różni ludzie modlą się na różańcu: dzieci i dorośli, prości i mądrzy. Jest to rozmyślanie nad wielkimi tajemnicami odkupienia. Rozmyślamy z Maryją i w Jej duchu. To rozmyślanie nazywa się Ewangelią Jezusa Chrystusa według Maryi. Ojcze nasz – rozmyślanie nad treścią tej modlitwy dostarcza wiele myśli. Zdrowaś Maryjo – święta ufność dziecka, że Ona, Matka, modli się za nas.
Wiele dziś mówi się jak ważna jest dla dziecka obecność matki, jak ważne jest to, aby dziecko doświadczyło jej miłości. Różaniec jest modlitwą wstawienniczą. Zdarza się, że ktoś z naszych bliskich jest w wielkiej potrzebie, widzimy potrzeby Kościoła i świata – módlmy się więc na różańcu.
Było to w Lyonie. Pewna matka przybyła zwierzyć się ze swego zmartwienia kapłanowi zakonu św. Dominika: syn wychowany po chrześcijańsku, zaniedbał pobożne praktyki, oddał się życiu rozpustnemu. Stał się hańbą rodziny. Dominikanin pocieszył biedną matkę i polecił jej, aby swoją nadzieję złożyła w różańcu. Skoro wróciła do domu, powtórzyła to swojej córce i obie postanowiły odmawiać różaniec za syna.
Po jakimś czasie syn – biedny, obdarty, idąc gdzieś drogą, zabłąkał się i przypadkowo wszedł do kościoła. Zatrzymał się przy ołtarzu Matki Bożej Różańcowej. Pociągnięty niewidzialną siła, ukląkł i pomodlił się słowami: “Panie, co mam czynić?”. Całe grzeszne życie stanęło przed nim. Poczuł wstręt do samego siebie jak syn marnotrawny i zdecydował się przystąpić do spowiedzi św. Od konfesjonału odszedł uleczony na duszy. Odtąd stał się wzorem życia chrześcijańskiego i apostołem trzeźwości.
Inny przykład. Ojciec pięciorga dzieci znalazł się w Oświęcimiu. Dalej mówi sam: “Miałem ze sobą różaniec, który Niemcy mi zabrali i zniszczyli. Postanowiłem mimo tego, że będę odmawiał różaniec i ofiaruję go Matce Bożej o szczęśliwy powrót do domu. Odmawiałem go podczas pracy, jak odmówiłem jeden, to znaczyłem znak łopatą, i tak każdego dnia czyniłem 15 znaków (odmówionych 150 Zdrowaś). Pewnego dnia obozowej pracy czuję na sobie wzrok gestapowca, który mnie zapytał: “Co ty za znaki robisz?”. Postanowiłem wtedy powiedzieć całą prawdę, że odmawiam różaniec i każdy dziesiątek znaczę. Zamiast pracować, bo się modlisz? – powiedział. Pracuję uczciwie, modlitwa mi nie przeszkadza, raczej pomaga – odrzekłem. “A o co ty się modlisz?”. “Abym przeżył obóz i wrócił do domu, do dzieci. I wtedy zmieniła się twarz Niemca, a po chwili, ku zdziwieniu słyszy: “I ja miałem matkę katoliczkę i ona mnie modlitwy różańcowej uczyła, ale dziś ją zapomniałem”. I odszedł. A ja przeczuwałem najgorsze. Podają obozową kolację, stoję przed kotłem, by wziąć zupę. Czuję na sobie wzrok tego Niemca, który siedzi przy stole i zajada suty posiłek. Naraz woła mnie do siebie i mówi: “Masz, jedz i przetrwaj, byś wrócił do dzieci i żony, a różaniec odmawiaj, jeśli zaś umiesz się modlić za wrogów, to i za mnie się pomódl, bym odzyskał wiarę”. Od tego dnia codziennie podrzucał mi jedzenie.
Przetrzymałem obóz, zawdzięczam to modlitwie różańcowej. Okazało się, że różaniec łączy nas z niebem i wyprasza szczególna opiekę nad żoną i dziećmi, łączy jednych i drugich, pozwala obcować ze sobą i daje nadzieję ocalenia.
Dziś odmawiamy wspólnie różaniec i jesteśmy szczęśliwi, choć dzieci są już dorosłe i mieszkają osobno. Modlimy się i za tego Niemca o wiarę dla niego”.