Przyszedłem rzucić ogień
Ojciec Niebieski rzucił ten ogień na ziemię w osobie swego Syna, który “przyszedł na świat, aby zbawić wszystko, co było zginęło” (Łk 19,10).
Ziemia była lodowata, zamrożona przez grzech pierworodny i niezliczoną ilość grzechów osobistych. Grzech to zimno - lód. Łaska to ogień, to miłość, która topi lody grzechu i budzi życie. Od 2 tys. lat jest ten Ogień Miłości na ziemi. Zaznacza się on codzienną Najśw. Ofiarą składaną na naszych ołtarzach. Sygnalizuje się światłem wiecznej lampy, która nie gaśnie w dzień i w nocy. To światło oznacza, że na ziemi zamieszkała Miłość, która pragnie pochłonąć to wszystko, co nie jest miłością, dobrocią i pokojem.
“Panie, dobry jak chleb”.
My jesteśmy sługami tego ognia. My mamy go rozprowadzać po całej ziemi, my mamy go podsycać w sercach ludzkich. To jest istotna misja kapłańska, to nasze naczelne zadanie. Kapłan to nosiciel ognia - “Przyszedłem...” (Łk 12, 49). “Pragnę”, by ten żar, z jakim teraz umieram na krzyżu był znany na całym świecie.
By go nieść - trzeba płonąć, trzeba być iskrą tego Ognia.
Egzamin św. Piotra: “Piotrze - kapłanie, miłujesz mnie?”. Tu nie wystarczą zdanie egzaminy z teologii. Trzeba dać miłość za Miłość.
Św. Paweł charakteryzuje tę miłość apostolską: “Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w sercach waszych, abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi, zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość, Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą” (Ef 3, 17).
Miłość napełnia, przeobraża - ale musi być to miłość rodem z Serca Bożego, wszechogarniająca.
Do szafowania taką miłością powołany jest kapłan. Jest to dar i zadanie.
To sprawdza się na Ojcu Św. Janie Pawle II. On jest ogniem, który topi współczesne lody ludzkiej oziębłości. On jest światłem, które rozświetla mroki spowijające umysły współczesnych uczonych. On jest siłą, która porusza skostniałe schematy ludzkiego myślenia. On zrozumiał, że Miłość jest tym ogniem, który rozgrzewa najzimniejsze serca ludzkiego, na tę Miłość otwierają się serca ludzkie.
Jezusa Ukrytego...
“Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą” (Łk 12, 4-8).
Z jak wielką pokorą należy podchodzić do wzniosłych zadań kapłańskich: “Mnie zgoiła najmniejszemu ze wszystkich świętych została dana ta łaska” (Ef 3, 8).
Mamy głosić światu Dobrą Nowinę ze świadomością własnej nędzy. Do tego potrzebna jest pomoc łaski, żar szczególnej miłości wyproszonej u stóp tabernakulum.
Jesteśmy dłużnikami Boga. Nam Bóg dał więcej niż innym. Jest to zarazem wielka odpowiedzialność.
“Pobłogosław Jezu drogi”.
Chrystus przyniósł ogień na ziemię i zostawił go po wszystkie czasy w Eucharystii.
Znicz olimpijski zapala się raz na 4 lata i gaśnie tuż po zakończeniu zmagań sportowych. Każdy materialny ogień ogrzewa tylko do czasu. Tylko jeden ogień pozostaje zawsze w tym samym natężeniu. “Do końca umiłował - A ja pozostanę z wami” (Mt 28,20).
“Miłością wieczną umiłowałem cię” (Iz 54, 8).
Piekło czyni wszystko, by zdmuchnąć ten Ogień. Kapłan jest człowiekiem Eucharystii. Eucharystia przyciąga jego serce jak magnez. Eucharystia i kapłan są sobie wzajemnie przypisani. Jak często powinni się spotykać? “Gorliwość o Dom Boży pożera mnie”.
Jak miłe powinny być przybytki Pańskie, dla sługi, który służy nie za pieniądze lecz z miłości.
26.III.1689 r. zmarła w południowym Tyrolu w opinii świętości młoda nauczycielka Joanna od Krzyża. Kiedy miał się zacząć jej proces beatyfikacyjny, szukano świadków jej świętości. Wtedy zabrało głos w procesie także dziecko, które uczęszczało do szkoły, gdzie uczyła Joanna. Oto jego słowa: “Gdy nasza nauczycielka wchodziła po Mszy św. do klasy, zdawało się nam jakby sam Chrystus stawał wśród nas. Nie widzieliśmy Go, a jednak jaśniał z jej oczu, nie słyszeliśmy go uszami, a jednak wierzyliśmy, że słyszymy Jego słowa. Tak bardzo ta święta upodabniała się do Chrystusa, że Chrystus się w niej ukształtował.
“Widziałem Boga w Ars”