Kazanie ks. wikarego Stanisława Kopcia, wygłoszone
dnia 14 grudnia 1997 r.
w kościele parafialnym św. Józefa i św. Marii Magdaleny w Milejowie
z okazji poświęcenia epitafium
śp. ks. Antoniego Supadego - proboszcza w Dłutowie
Księże Proboszczu,
Parafianie Milejowa i Dłutowa,
Droga Rodzino Księdza Antoniego!
“Lata nasze przemijają jak trawa, a Ty Boże trwasz na wieki” (Ps 90).
“Życie kapłana posiada głęboki sens i wartość, jeśli jest złączone z Chrystusem - Najwyższym Kapłanem” (Słowa wstępne z mojej mowy pożegnalnej).
Po przeszło roku czasu, wraz z najbliższą rodziną staję na nowo w tej świątyni, parafialnym kościele ks. Antoniego Supadego, aby dzisiaj - tak już spokojnie - powrócić jeszcze raz myślą i wspomnieniami do wspólnie przeżytych chwil.
Dziś będzie mi chyba łatwiej i cokolwiek więcej powiedzieć.
Ks. Antoni wywodził się z tejże parafii. Tutaj był jego rodzinny dom, szkoła podstawowa w Milejowie i gimnazjum im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie, do którego uczęszczał często pieszo. Tutaj stawiał pierwsze kroki i tutaj rodziło się jego powołanie.
Długo zastanawiałem się, jaki charakter nadać moim dzisiejszym słowom, i w domu doszedłem do wniosku, że będzie to moja osobista refleksja.
Chciałbym Wam wszystkim przybliżyć postać Waszego parafianina - kapłana Antoniego. Łacińska sentencja przypomina: “Verba docent, exempla trahunt” - czyli “Słowa uczą, ale przykłady pociągają”.
Zatem w tej osobistej refleksji pragnę zaświadczyć jaki był ks. Antoni - mój pierwszy proboszcz, gdy kierowałem moje kroki na pierwszą moją placówkę po święceniach kapłańskich, zastanawiając się: “jaki będzie mój pierwszy proboszcz?”.
I wtedy z pewną obawą stanąłem przed drzwiami plebanii w Dłutowie. Oto pierwsze moje zdziwienie: Ksiądz Proboszcz niemalże w drzwiach, właśnie na pierwsze powitanie serdecznie mnie uścisnął.
W takiej sympatycznej atmosferze zacząłem szybko wchodzić w prace parafii. Ja byłem wtedy dopiero po święceniach - ks. Antoni miał już wtedy kilkanaście lat pracy kapłańskiej za sobą. Wydawałoby się, że był zmęczony i pragnął tylko spokoju... Tymczasem, często słyszałem z jego ust słowa: “Stasiu, nie szczędź swoich sił i czasu dla parafii. Widzę i cieszę się jak angażujesz się w pracę z dziećmi i młodzieżą. Nie zrażaj się trudnościami i żyj radosnym kapłaństwem!”.
W drugim roku mojej pracy - 8 grudnia dostaję wiadomość od szkoły filialnej: przyjeżdżaj szybko do Dłutowa, bo ks. Antoni złamał nogę i trzeba celebrować Mszę św.
Rozpoczął się dla niego długi okres choroby, doświadczenia, próby. Razem z Mamą zastanawialiśmy się, czy we dwójkę na plebanii damy radę sprostać wszystkim obowiązkom: oto szkoła, kancelaria, parafia, opieka nad księdzem. Martwiliśmy się, czy on da radę to znieść?
Tymczasem ks. Antoni sięgał po różaniec i w tej modlitwie wzmacniał swoją cierpliwość. Przyjął to jako wolę Bożą, a swój krzyż i cierpienie ofiarował za Papieża.
Widziałem go, jako kapłana otwartego na ludzi. Kogokolwiek spotkał - nigdy nie minął bez słowa, choćby w żartach.
Plebania była dla mnie drugim domem rodzinnym. Jestem mu teraz bardzo wdzięczny za to, że stworzył właśnie taką atmosferę i takie warunki pracy, gdzie czułem się dobrze.
Nie przywiązywał dużego znaczenia do spraw materialnych. W Testamencie napisał, że celem jego życia kapłańskiego nie było gromadzenie bogactw.
Śp. Ksiądz Proboszcz Antoni Supady niech pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci!
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków. Amen.