Homilia ks. kan. Antoniego Supadego

Homilia ks. kan. Antoniego Supadego:

Ksiądz proboszcz, obecny tutaj, życzył sobie, abym powiedziała parę słów na temat dzisiejszej uroczystości.
Drogi Księże Proboszczu, tutejszej parafii,
Bracie Januszu,
Ukochani bracia i siostry w Chrystusie Panu!
„Bóg wybrał nas w Chrystusie”. Swego czasu, w piśmie „Odgłosy” był artykuł noszący tytuł „Koniec z sutanną, koniec z kapłaństwem”. Autor tego artykułu, eks-ksiądz udowadnia, że kapłaństwa, zakony w dzisiejszych czasach się przeżyły. I chcąc usprawiedliwić siebie, mówi o błędach kapłanów i zakonników, wytykając im ludzkie wady. Odpowiem krótko: czy ojcostwo, macierzyństwo się przeżyło? A są różni ojcowie i różne matki. Ale to powołanie do ojcostwa, do macierzyństwa nigdy się nie przeżywa. Świat bez tego zaginąłby. Podobnie i świat nie może istnieć bez kapłana, bez ludzi powołanych do zakonu, który ten świat utrzymują w równowadze ducha, bo tego dzisiaj bardzo światu potrzeba.
W sąsiednim kraju umiera ksiądz. Wierni są osieroceni bez księdza. Trzeba więc do władz wysłać pismo, by oni byli łaskawi wysłać pismo, by oni byli łaskawi wysłać nowego księdza (a nie byli tak bardzo łaskawi). Bo staruszek umarł, a zastępstwa nie ma. A na drugi, czy trzeci dzień przychodzą pełni pychy i ten kościół równają z ziemią. A ludzi, którzy stoją w jego obronie, aresztują. To się dzieje w dzisiejszych czasach, z kościołów chcą zrobić muzea, chcą je zrównać z ziemią, chcą nie dać człowiekowi tego, co jest mu bardzo potrzebne: pośrednictwa między niebem a ziemią, bo taką rolę spełnia kapłan. On jest z ludu wzięty, ma wady, ma ludzkie słabości, ale jest pośrednikiem między Bogiem a ludem.
Ktoś powie: po co jeszcze klasztory? Po co zakony? Co oni tam robią w tych klasztorach? Pewnie się cały dzień tam modlą, a my na nich musimy pracować. I u nas w Polsce, w czasach stalinowskich, likwidowano zakony, internowano zakonników i zakonnice, a jednak oni są potrzebni, bo nie tylko się modlą, ale i ten świat uświęcają, bo przecież dają świadectwo swego życia, pójścia za Chrystusem, za Jego prawdą i tę prawdę światu ukazują, nie tylko w modlitwie, ale i w służbie człowiekowi. Przecież tutaj, niedaleko mieszkający w Sulejowie, cystersi, uczyli ludzi pracować, uprawiać glebę, i ta gleba rodziła, bo była przez nich ukochana, i czynili ją sobie - w myśl woli Bożej - poddaną. A dzisiaj - niestety - jest inaczej: człowiek nie kocha ziemi, dlatego ziemia nie rodzi, nie daje owocu. A właśnie ich zadaniem była modlitwa i praca. Praca dla człowieka, dla jego uświęcenia.
Byliśmy w Niepokalanowie, w tym miasteczku wspólnoty zakonnej. Tam jest ukazane jak ci ludzie modląc się pracują i starcza im na wszystko i nie doprowadzają do ruiny budynków przez nich zbudowanych. A jakże często ludzie budują: szybko, niedbale, nie czują się za to odpowiedzialni, i przez to przeżywamy dziś ten wielki kryzys gospodarczy. „Czy się stoi czy się leży tysiąc (czy więcej) się należy”.
W tym roku zmarł w Japonii br. Zenon Żebrowski. Otrzymał on z rąk cesarza Japonii Order Świętego Skarbu, największe odznaczenia tego kraju. Za co? Za pracę, za służbę człowiekowi, i to temu człowiekowi najbardziej upośledzonemu, cierpiącemu. Bo właśnie zainteresował się dziećmi bez rodzin, dziećmi chorymi. Dla nich miał czas, dla nich miał serce. I za co serce cesarz zapłacił mu Orderem Świętego Skarbu, najwyższym odznaczeniem. Brat, nie kapłan, który służył człowiekowi z miłości. I chciałbym, Janusz, abyś i Ty od Boga otrzymał ten Order Świętego Skarbu za służbę miłości Bogu i całkowite się Jemu poświęcenie i za służbę człowiekowi. Byś widział człowieka i umiał go docenić i jemu służyć.
Kilka słów, moi drodzy, na temat powołania. Bo ktoś może się zapytać: jak to się dzieje, że Bóg powołuje? Bóg ma różne sposoby, przemawia przez różne znaki, przez słowa skierowane do serca wybranego przez Siebie, przez drugich ludzi, boć przecież parafia jest matką powołań kapłańskich i zakonnych. Wiara wspólnoty rodzinnej i miłość na glebie rodzinnej, to wszystko są czynniki rodzące w człowieku powołanie, przez nie właśnie Bóg przemawia. Przez człowieka, przez parafię, przez rodzinę, przez różne wydarzenia, które tu, na terenie parafii się dokonały.
Gdy w 1955 r. byłem diakonem, wtedy dostąpiłeś z moich rąk łaski chrztu świętego. Patrzcie, jak to jest blisko i daleko zarazem. A ja już mam 26 lat kapłaństwa. W tym jeszcze było rok diakonatu. Potem była śmierć mojego ojca. A Ty w tym dniu przeczytałeś w Łodzi ogłoszenie wzywające kandydatów do zgromadzeń zakonnych i wybrałeś Zakon Braci Sercanów, nie kapłanów, ale zakon braci. Potem była tu w parafii Matka Boża. Nawiedzając tutejszą rodzinę parafialną, jako Matka, wejrzała na Ciebie i tu, w tym czasie nawiedzenia, podjąłeś decyzję. A 8 lipca br. złożyłeś na moje ręce, w obecności generała zakonu, śluby wieczyste na wieczystą służbę Bogu w zgromadzeniu zakonnym.
To tyle, moi Drodzy, takich krótkich myśli. Ale w tych wydarzeniach jest słowo Boga: „Pójdź za mną”. Bóg wybrał Ciebie w Chrystusie byś go nigdy nie zawiódł, byś umiał wszystko postawić na Maryję, bo dzisiejsze czasy są pod znakiem rządów Matki Bożej. Świat jest ogromnie zaniepokojony o przyszły swój los. Nie wiadomo co będzie dziś, a co jutro. Wiemy, że są zwalczające się obozy; świat jest podzielony. I te obozy są w naszej Ojczyźnie. A miłości tylko jednoczy, nienawiść zaś dzieli. Miłość buduje, a nienawiść wszystko niszczy.
To tyle, moi Drodzy, a do Was kierują słowa zachęty, byście się czuli dalej odpowiedzialni, odpowiedzialni za powołania, bo przecież „parafia jest matką powołań”. Jakże się cieszę, że jestem wśród Was, i że jest Was tak dużo, bo jak pamiętam, to dawniej tam wszystko za filarami się chowali i trudno było kogoś dojrzeć, a dziś mamy twarze do siebie skierowane naprzeciw, możemy się widzieć, widzieć ołtarz i w tej ofierze Mszy św. uczestniczyć. To jest dobre, że jesteśmy bliżej Chrystusa, że jesteśmy bardziej solidarni z Bogiem i między sobą. Tak powinno być, i to jest ten dobry znak w parafii, która może być dumna z tylu powołań, które wydała ze swego środowiska, ale również musi być odpowiedzialne, bo sama duma to niczego nie da. Zresztą można być zarozumiałym, a przecież „Bóg pysznym się sprzeciwia”. Ale duma w Bogu, która jest również odpowiedzialnością za „jutro”, która jest zarazem naszym życiem na co dzień, z miłości, w świadectwie, bo rok obecny jest rokiem świadectwa: życia codziennego wiary, przyznania się do Boga, wobec dzieci, wobec sąsiada. To jest ważne: byśmy się umieli wszyscy zrozumieć w Bogu. To jest zadanie, które nie ja wam wyznaczam, ani nie wasz proboszcz, ale Bóg, bo to jest zadania wypełniania woli Bożej i tego największego przykazania, którym jest miłość.
Te słowa również kieruję nie tylko do całej parafii, ale również i do najbliższej rodziny, by czuła się również odpowiedzialna za dawania świadectwa życia na co dzień.
Kończąc to kazania w dniu dzisiejszym, apeluję do wszystkich jeszcze raz z prośbą o modlitwę, bo „żniwo wielkie”, a wszędzie czekają na kapłanów, i tam gdzie kościół i zrównano z ziemią, woła Kościół o braci zakonnych, wołają szpitale o siostry, bo one tylko z tak wielkim oddaniem potrafią pracować dla człowieka, one się zawsze sprawdzają. Dziś już i nawet nasze władze państwowe wołają dla szpitali o siostry zakonne, o braci zakonnych, którzy mogliby służyć człowiekowi. „Żniwo wielkie, ale robotników mało, proście Pana żniwa, aby posłał do winnicy robotników”. Amen.