Kazanie - Boże Narodzenie 1995 r.

Boże Narodzenie 1995 r.
Pasterka - “Zwiastuję wam radość...”

Cicha noc, święta noc - pokój ludziom niesie wszem - śpiewa tej nocy cała rodzina ludzka. Ta nasza ziemia raz jeszcze sławi przybycie Najświętszego Gościa. W tę noc bowiem obchodzi się pamiątkę narodzenia Tego, którego zapowiedzieli prorocy. “Dziecię się nam narodziło. Syn został nam dany. Nazwano Go Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju” (Izajasz).
Dziś Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Aniołowie zwiastuję Jego narodziny. Zwiastuję wam radość. Tę radość z narodzenia Syna Bożego głoszą nasze polskie kolędy. “Płonie gwiazda nad Betlejem, nad Betlejem uśmiech Boży, Boga Bóg w ofierze złożył. Pokój ludziom dobrej woli, pokój dla bliźniego swego. Nad Betlejem uśmiech Boży. Uśmiech Boży nad sercami, a Betlejem to my sami”. Jesteśmy jeszcze pod wrażeniem dopiero co przeżytej wieczerzy wigilijnej, gdy łamiąc święty opłatek z głębokim przeżyciem składaliśmy sobie życzenia. Na twarzach malował się uśmiech radości, znikły wzajemne podziały. Czuliśmy się sobie bliscy. Mała Zofia, córka skłóconego małżeństwa, urzeczona czarem świąt Bożego Narodzenia, tak powiedziała: “Mamusi ja bym chciała, aby Boże Narodzenia wciąż trwało”. Dlaczego - zapytała mama. Bo na gwiazdkę wszystko jest takie inne - odpowiedziała dziewczynka. Tatuś taki inny, bardziej kochany. I mamusia taka dobra i ludzie uśmiechnięci. A jutro znowu będzie smutno; będą krzyki, będzie źle. I pojutrze i przez cały rok”. Wielką prawdę wypowiedziało to dziecko. Przecież Jezus nie po to przyszedł na ziemię, aby w ciągu roku w jednym dniu ludzie żyli Ewangelią.
A Słowo Ciałem się stało - rodzi się pytanie - jak ludzie Je przyjęli? “Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”. Musimy stwierdzić ze smutkiem, że przyjście na świat Syna Bożego, jak i cała ziemska misja, to wielki dramat bosko-ludzki. Jezus rodzi się w ubóstwie, ścigany przez Heroda, ucieka do Egiptu, jest odrzucony przez swoich, ukrzyżowany...
Ten dramat powtarza się i dziś. Oglądałem kiedyś taki obraz: obraz zniszczonego miasta Jeruzalem z Góry Oliwnej. Spoglądając na to święte miasto - Chrystus płacze. Zdaje się mówić: “Jeruzalem ilekroć chciałem cię zgromadzić jak kokosz kurczęta, a nie chciałeś”. Pod obrazem był napis: “wyrzucony z wielu serc, szukam schronienia u ciebie”. Współczesny człowiek zamyka się w sobie, odrzuca często Chrystusa ze swojego życia i to jest jego największym nieszczęściem.
“A nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem żadnej gospodzie,
Nie było miejsca, choć zszedłeś jako Zbawiciel na ziemię,
by wyrwać z czarta niewoli nieszczęsne Adama plemię.
A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez katuszy,
bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej ludzkiej duszy”.
W sklepie spożywczym przy drzwiach oparta o parapet stała kobieta. Była pochylona z zamkniętymi oczami - smutna. Ludzie robią zakupy przedświąteczne, udają się do domów na kolację. Nikt biednej staruszki nie zauważył, a może nie chciał. Kobieta po chwili otworzyła oczy, a mnie się zdawało, że przez nią patrzył bolejący Chrystus.
Nasuwa się pytanie: Kim jest dla mnie Chrystus? Kim jest drugi człowiek? Czy w tym człowieku dostrzegam Chrystusa? Czy łamiąc się opłatkiem z drugim człowiekiem, ściskając jego dłoń, wyraziłeś z nim solidarność, zapomniałeś dawne urazy, które dzielą? Może to być twoja matka lub sąsiad, z którym od lat żyłeś zagniewany.
Za chwilę powitamy maleńkiego Jezusa, narodzonego pod osłoną chleba. Chrystus narodzi się w tobie, bo Betlejem to my sami. Dzisiaj niebo poprzez aniołów składa ziemi życzenia. “Chwała Bogu, a na ziemi pokój”. Za chwilę usłyszymy słowa życzeń Kościoła - przekażcie sobie znak pokoju. Podejmijmy to wezwanie i ten znak pokoju wymieńmy między sobą gorącym uściskiem dłoni, tj. “pokój ludziom dobrej woli, pokój dla bliźniego swego, uśmiech Boży nad sercami, a Betlejem to my sami”.
“Jezus jest kamieniem odrzuconym przez nas budujących, tym, który stał się kamieniem węgielnym” (Dz 4,11), by chwała Bogu była przez nas śpiewana i gościł pokój w naszych sercach.