Niedziela X – 1996 r.
“Uwierzył wbrew nadziei”, w tej wierze tkwiła główna siła Abrahama. Ona stanowiła tytuł jego wielkości i zasługi. Stał się ojcem wiary. Św. Paweł stawiając nam jako przykład wielkiego Patriarchę, zmierza do tego, by i nasza wiara była źródłem siły, fundamentem wielkości i tytułem zasługi.
Ludzi wierzących można podzielić na dwie grupy: jedni wierzą, że Bóg może uczynić wszystko, czego oni chcą. Modlą się, błagają, pragną za wszelką cenę zmusić Boga, by realizował ich życzenia. Ufni we wszechmoc Bożą, często wbrew nadziei wierzą, że tam, gdzie po ludzku sytuacja jest beznadziejna, Bóg będzie czynił cuda. Takie podejście do wiary jest niewłaściwe. Tylko pozornie mamy do czynienia z wiarą w prawdziwego Boga. W rzeczywistości zaś przy takim podejściu człowiek wierzy nie w Boga, ale w siebie. Wierzy, że potrafi zmusić Boga do realizacji swoich własnych planów. Bóg na usługach człowieka. Taka wiara nie będzie źródłem siły… Wręcz przeciwnie często prowadzi do całkowitego załamania i definitywnego odejścia od Boga. Wystarczy, że Bóg nie wysłucha jednej czy drugiej prośby, by człowiek Nim wzgardził. Toteż nie o takiej wierze mówi nam dzisiaj św. Paweł. A więc o jakiej?
Apostoł Narodów mówi o Abrahamie, który uwierzył, że wbrew wszelkim opiniom Bóg uczyni to, co On zechce. Abraham wiedział, że Bóg pragnie jego szczęścia, ale wiedział również, że po ludzku biorąc to jest niemożliwe, był starcem, a żona jego niepłodna. Wiedział, a mimo to uwierzył Bogu.
Bóg pragnie naszego szczęścia. Po to nas stworzył i do tego nas prowadzi. Skoro Stwórca zaplanował drogę do naszego szczęścia, to my mamy się dostosować do Jego woli, a nie On do naszej. To zaś wymaga zawierzenia Bogu, nawet wtedy, gdy Go nie rozumiemy, gdy jego decyzje są dla nas niepojęte, a nawet sprzeczne z naszym pragnieniami. W chwili ciężkiej amputacji nogi, długich tygodni leżenia w klinice, raka, gdy w domu zamiast wzajemnej miłości jest piekło, gdy śmierć wyrywa nam najbliższych, gdy wszystko się wali, wtedy wbrew tym aktom uwierzyć, że Bóg pragnie naszego szczęścia i do tego szczęścia nas prowadzi, to nie jest rzecz łatwa. Ale tylko taka wiara, takie zaufanie Ojcu, może być źródłem siły, tytułem do wielkości i zasługi. To jest zaufanie Bogu, a nie sobie.
Znany nam jest Zakład dla Niewidomych w Laskach. Założycielką jego jest Matka Czacka. Była piękna, mając 22 lata utraciła wzrok, swój krzyż przyjęła jako dar Boga i powołanie do służby ludziom, obarczonym takim samym kalectwem. Powołała (do istnienia) Siostry Służebnice Krzyża, by służyły niewidomym, były z nimi…, a zwłaszcza niewidomych na duszy, ludzi oddalonych od Boga na wskutek niewiary. Tam można przeżyć bliskość Boga.
Prośmy Ojca Niebieskiego, abyśmy w chwilach trudnych umieli Mu całkowicie zawierzyć, abyśmy mieli nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. Abyśmy ze św. Pawłem mogli powtórzyć: “Wiem, komu zawierzyłem i dlatego zawstydzony nie będę”.
Słyszałem o pewnej matce, że modliła się o zdrowie dla swego dziecka. Dawała na Mszę św., leżała przed obrazem Matki Bożej krzyżem, przyrzekła piękne wota. A mimo to, dziecię zasłabło, co czyni owa matka? Gdy lekarze stanęli bezradni i opuścili ręce, ona bierze dzieci na ręce i idzie z nim do kościoła, kładzie je na ołtarzu i mówi z gniewem: “Weź je sobie, jak jesteś tak okrutna i nieczuła. Już nie będę chodziła do kościoła. Matka Boża jednak uprosiła u Syna cud. Dziecko odzyskało przytomność, wyzdrowiało ku radości matki. Minęły lata, syn jednak stał się tak dokuczliwy, że nieraz owa matka żałowała, że tak nachalnie wydarła jego zdrowie. “Teraz jest moim krzyżem” – mówiła. Syn zszedł na bezdroża, poniewierając własną matkę.