Januszku Drogi!
Ogromnie jestem wdzięczna za przesłanie mi przepięknych wspomnień, napisanych przez Ciebie. Zapewne Antoś – tam w Domu Pana – wie o Twoim zacnym uczynku i modli się za Ciebie. Wspomnienia te dołączę do testamentu ks. Antoniego, który również otrzymałam od Ciebie. Bardzo przeżywam czytając Twoje opracowanie, spłakałam się i od tej pory ciągle o tym myślę. To już 10 lat – tak szybko czas biegnie, a przemijanie nieubłaganie się zbliża.
To wszystko, co napisałeś, jest szczerą prawdą. Bardzo kochałyśmy z Majką ks. Antoniego. Kiedy przyjeżdżał do nas, dom był pełen słońca. Nawet w szpitalu, przed ostatnimi Jego dniami, kiedy wchodziłam, wyciągał do mnie ręce i z radością mnie witał. Chodziłam tam codziennie i miałam to szczęście, że w dniu śmierci także, leżał nieprzytomny – cierpiał, a twarz miał spokojną – umierał cichuteńko – dobrze, że nie w samotności.
Po przeczytaniu nakreślonych przez Ciebie wspomnień wraz z Majką rozmyślałyśmy długo i różne myśli przychodziły nam do głowy. Zastanawiałyśmy się czy takie niezwykłe osoby, jak ks. Antoni, Ty – Januszu, byliście, jesteście szczęśliwsi od osób świeckich. Z Waszych serc bija wielka radość do bliskich, do znajomych, wręcz wszystkich ludzi. To jest naprawdę prawdziwe powołanie. Jak brak jest obecnie i nie tylko takich osób, z tak ogromnym sercem, człowieczeństwem, w tym obecnie skłóconym, zakłamanym świecie, a także i w naszej Ojczyźnie. Czyż nie lepiej byłoby budować dobro, dawać przykład zgody i przyjaźni? To byłoby tylko możliwe, aby takich rodów, jak Wasz, potomków Supadych, było na świecie więcej. Nie wiem czy Ty wiesz, że Twój dziadek był przyjacielem mojego ojca. Razem przed wojną byli w radzie Nadzorczej Izby Rolniczej w Łodzi. Przypadkowo spotkali się w Milejowie w czasie wojny. Ja z rodzicami mieszkałam tam jako wysiedlona. Gosińscy, którzy także są Twoją rodziną, byli wysiedleni z Bełchatowa i mieszkali w Radomsku. Ojciec mój przyjaźnił się również z Gosińskim. Którejś niedzieli 1941 r. przyjechali do nas, ojciec mój poprosił Twojego Dziadka i z tego spotkania mam do dziś wspólne zdjęcie, Twój Dziadek także tam jest. Kocham Ciebie, Twoją rodzinę w Milejowie i Gdańsku. Z Danusią z Gdańska mam kontakt telefoniczny raz w miesiącu.
A teraz parę słów o sobie. Otóż po operacji kolana jest prawie rok, a w tym czasie 10 miesięcy leżałam. Różne komplikacje ciągną się od czerwca. Potem miesiąc było dobrze i wybrałam się na rehabilitację do Buska. 30 lipca syn mnie zawiózł, a 31 lipca czyli w pierwszym dniu, szłam na pierwsze śniadanie i przewróciłam się. Upadek był tak fatalny, że miałam nadpęknięte ścięgno, miesień i zerwane wyrostki, które łączą mięsień ze ścięgnem. Wytworzył się wewnętrzny krwiak i trwało to 2, 5 miesiąca; leżałam w dużych bólach i tylko leżenie mogło mi to wyleczyć – to było w pachwinie. Opaczność nade mną i tak czuwa, że nie miałam złamanej andoprotezy, ani biodra. Obecnie jest już lepiej, a dziś z Majką byłam pierwszy raz na krótkim spacerze.
Mam już trzy prawnuczki od dzieci Jacka. Majki dzieci są bardzo zdolne – Michał jest na czwartym roku studiów Międzynarodowych Stosunków Politycznych. Obecnie otrzymał stypendium i wyjechał do Finlandii. Małgosia bardzo dobrze zdała maturę i studiuje na uniwersytecie handel zagraniczny. Kończąc przesyłam dużo serdeczności i życzenia błogosławieństwa Bożego.
Krysia