Uroczystość M.B. Jasnogórskiej

Uroczystość M.B. Jasnogórskiej

“Zróbcie wszystko, cokolwiek wam mój Syn powie” (J 2, 5).

Na uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej czyta nam Kościół Ewangelię o pierwszym cudzie, jakiego Chrystus dokonał w czasie swojej publicznej działalności. Kościół to nieustanna Kana Galilejska, to permanentne gody weselne, jakie Chrystus urządza dla swoich ziemskich dzieci. Nie ma dnia, w którym by Kościół nie zapraszał swoich członków na bogato zastawioną ucztę Słowa Bożego i na ucztę Eucharystii. A jeśli uczta, to musi ktoś usługiwać gościom weselnym, to musi ktoś podawać do stołu. Gospodynią tej wielkiej uczty jest Maryja Matka Kościoła. Ona przygotowała główne, najważniejsze danie na tę wielką ucztę eucharystyczną, a jest nim Jej Syn - Jezus Chrystus. Ten, który powiedział: “Bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie - to jest bowiem Ciało Moje, to jest Krew Moja”. Ale do kapłanów należy obsługa gości weselnych. Wszak Pan Jezus powiedział: “To czyńcie na moją pamiątkę, a więc podawajcie ludziom moje Ciało i moją Krew. A Maryja nam nieustannie przypomina o tym naszym obowiązku, który nam zlecił Zbawiciel: “Czyńcie wszystko, cokolwiek wam powie”. To jest istotna rola Maryi w stosunku do kapłanów.
Polska Kana Galilejska - w rocznicę niepodległości, w Roku Maryjnym - rola Matki w Kościele.
Domy naszej Matki - ma swoje domy rozsiane po całym świecie:
1. Wieczernik Zielonych Świąt - są i inne: Lourdes, Fatima, itp.
2. Przenieśmy się teraz do naszych ojczystych Domów Maryi. Jest ich sporo rozsianych na całej polskiej ziemi. Prawie każda diecezja na swoje sanktuarium maryjne. Żadne jednak nie może się równać z Częstochową. Tu w jakiś szczególny sposób bije Serce Matki, a w sercu Matki bije serce narodu. “Boże, który dałeś narodowi polskiemu w N.M.P. przedziwną pomoc i obronę...”. Szczególne jest Jej rola w dziejach naszego narodu. Jasna Góra urosła w historii do rangi duchowej Stolicy Polski. Tam, karmiąc się słowem Ewangelii i Eucharystycznym Chlebem, szukali Polacy wzmocnienia swej wiary, nadziei i miłości. Tam przynosili swój ból, swój grzech, swoje słabości, szukając za pośrednictwem Maryi przebaczającej łaski Pana. Tam odnajdywali swoją tożsamość, swoje dziejowe korzenie. Tam, mimo rozbiorów i okupacji zawsze czuli się wolni. Mógł więc powiedzieć Jan Paweł II, że przyzwyczaili się Polacy wszystkie sprawy swego życia, różne jego ważne momenty wiązać z Jasną Górą. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić do Matki, która tam ma nie tylko swój obraz, ale która tam, w jakiś sposób jest obecna dla wszystkich, którzy do Niej pielgrzymują, choćby tylko duszą i sercem, choćby tylko ostatnim tchnieniem życia (Częstochowa 1979 r.).
Polacy swoją wiarę i swoją polskość odnajdują na Jasnej Górze. Nic więc dziwnego, że wrogowie Kościoła i Narodu przez całe wieki starali się Jasną Górę unicestwić. W r. 1655 oblegali ją Szwedzi. Wielokrotnie napadają na Jasną Górę Moskale. Podczas Konferencji Barskiej armia gen. Drewicza, po I rozbiorze oddziały gen. Glicyna i po upadku Napoleona oddziały gen. Sakina. Po II rozbiorze Jasną Górę zajęli Prusacy, a w okresie Księstwa Warszawskiego klasztor jasnogórski trzykrotnie odpierał szturmy wojsk austriackich.
Obok akcji zbrojnych Jasna Góra padała też nieustannie ofiarą niezliczonych szykan. Wystarczy wspomnieć jak po upadku powstania listopadowego Moskale zniszczyli mury twierdzy jasnogórskiej, a jej fosy zasypali gruzami. Po upadku powstania styczniowego za głoszenie kazań w duchu patriotycznym 4 zakonników paulińskich zesłano na Sybir, a na teren klasztoru wprowadzono stale mający tam stacjonować garnizon. Wreszcie na placu, gdzie gromadzą się tłumy pielgrzymów urządzono centralne wysypisko śmieci, zaś u wejścia do klasztoru ustawiono pomnik cara Aleksandra II.
A jednak, “chociaż pot nas zalewał, krew się rzeką lała, Jasna Góra nie tylko nie upadła, lecz wprost przeciwnie zwielokrotniała swe znaczenie w oczach narodu. Wśród mroków niewoli ciągnęły tu z całego kraju niezliczone pielgrzymki. Oto urywek tajnego raportu policji rosyjskiej: “3 lipca 1861 r. przybyła z Warszawy kompania pielgrzymów w liczbie około 400 osób z przybranymi w żałobę chorągwiami, krzyżami, obrazami. Z kompanią szedł ksiądz, a oprócz tego wyszli na jej spotkanie na Starym Mieście dwaj klerycy wysłani z klasztoru. Ze śpiewem zabronionych hymnów kompania skierowała pochód w stronę klasztoru jasnogórskiego. Następnie koło jednego z posągów, nie wchodząc jeszcze do klasztoru, wygłoszone zostało kazanie patriotyczne. Ci zaś, których przemoc zaborcy zesłała w tajgi Sybiru, nieśli na swej piersi medalik Matk Bożej - jedyny order, jaki im się ostał, ich Virtuti Militari i Polonia Restituta zarazem. Tam, w lochach kopalń, do taczek przykuci, bici i wyniszczenie, z oczyma strawionymi gorączką przedśmiertną, widzą Królową Nieba i polskiej ziemi, jak spieszy do nich z ostatnim namaszczeniem (Kard. Wyszyński).
Jakby ujmując jednym wejrzeniem lata niewoli Jan Paweł II powiedział: “Trudno wyrazić to, czym stał się obraz Królowej Polski dla wszystkich Polaków, w czasie, gdy ich Ojczyzna została wymazana z mapy Europy jako państwo niepodległe. Na Jasnej Górze, gdzie mieszkała Królowa Polski w jakiś sposób zawsze byliśmy wolni. O Jasną Górę też opierała się nadzieja narodu oraz wytrwałe dążenie do odzyskania niepodległości, wyrażone w tych słowach: “Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, Ojczyznę...”.
Można bez przesady powiedzieć, że przez wieki zaistniały jakieś mistyczne zaślubiny między narodem polskim a Jasnogórską Panią, daną nam przez Boga jako szczególną pomoc i obronę.
“Wszystko postawiłem na Maryję”. To było hasło życiowe Prymas Tysiąclecia. To był jego program, który wypełnił do końca. To jest testament, który nam przekazał. W cieniu zachodzącego Prymasa wyrastało inne słońce, dojrzewał inny Polak, który również wszystko postawił na Maryję. Młody człowiek, który od chwili pojawienia się na publicznej arenie, nosił w klapie swojej marynarki wizerunek czarnolicej Madonny, który nie wstydził się przez kamerami telewizji, z którą dumnie się obnosił w kraju i za granicą. Lech Wałęsa u progu swej publicznej działalności zjawił się w Domu Jasnogórskiej Matki, by Jej zawierzyć dzieło swego życia, trudne koleje swego narodu. To, co miał na sercu, odczytał przed cudownym obrazem.
“Matko Boża przychodzę do Ciebie w całej prostocie swego serca. Chcę powiedzieć: “ufam Tobie i cały się Tobie powierzam. Powtarzam za Ojcem Św. Janem Paweł II - jestem człowiekiem zawierzenia. Oddaję dzisiaj w Twoje dłonie moje serce. W poczuciu wielkiej odpowiedzialności za losy naszej Ojczyzny, wołam za Księdzem Prymasem: “wszystko postawiłem na Maryję”. Oddaję Tobie, Matko, nie tylko siebie, ale całą Polskę, Kościół w Polsce i wszystko to, co Polskę stanowi. Wszystko, czym nasza Ojczyzna dzisiaj żyje, wszystkie jej smutki, doświadczenia i cierpienia, a także jej wielkie nadzieje na lepsze jutro. Na koniec powiem krótko: kieruj mną. Matko, chcę być narzędziem w Twym rękach na rzecz Ojczyzny, Kościoła i drugiego człowieka”.
Czyż nie zawstydza nas, kapłanów, ta modlitwa prostego człowieka, pracownika stoczni, który wykazał tak kapitalne zrozumienie dla roli Maryi w dziejach Kościoła i Narodu i w osobistym życiu? A przecież to do nas przede wszystkim zwróciła się Maryja ze słowami z Kany Galilejskiej: Czyńcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn. Syn powiedział nam z wyżyn Kalwarii: Synu, oto Marka twoja. To był testament Jezusa dla wszystkich kapłanów, także dla nas. Jeżeli Ojciec nie wstydził się przybrać Ją za swą umiłowaną córkę. Jeżeli Syn chciał w Niej mieć swoją Matkę, a Duch Św. Oblubienicę - to dlaczego my mamy się wahać z przyjęciem Jej za swoją Matkę, Panią i Królową?!
W 1983 r. Jan Paweł II w Częstochowie powiedział: “Na Jasnej Górze uczymy się tej podstawowej prawdy o wolności narodu: naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha. Gdy zaś duch jego bardziej się oczyszcza, żadne siły zewnętrzne nie zdołają go zniszczyć”. A więc program na przyszłość, to płynący z Jasnej Góry nakaz o oczyszczenie ducha.
Warto z tej Kany uczyć się zawierzenia. Maryja jest naszą wychowawczynią, wychowawczynią wiary kapłana, uczy nas wierzyć w swoje powołanie do kapłaństwa (szczególnie w czasie pokus, trudności i pytań: czy mam sens moje życie i praca kapłańska).