List po śmierci ks. Antoniego - od s. Gabrieli Strachowskiej

Kraków, 1997.03.10.


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Czcigodny Bracie Januszu!

Bardzo serdecznie dziękuję za życzenia i wspomnienia o moim śp. Księdzu Proboszczu, który wciąż żyje w mojej pamięci i modlitwie. Tak wiele mu przecież zawdzięczam. I teraz również, kiedy piszę te kilka słów, znów widzę jego dobrą, uśmiechniętą twarz kogoś naprawdę bliskiego i słyszę to zwykłe: “dobrze, że nareszcie przyjechałaś”. Nie był zakonnikiem, a nie wiedząc o tym tak bardzo uczył mnie zakonności. Nie pielęgnował chorych, a uczył mnie otwarcia się na cierpiącego, potrzebującego człowieka. I dużo można by tu jeszcze pisać, ale to zawsze pozostaną tylko zbyt małe ludzkie słowa. Jeszcze raz więc “Bóg zapłać” Bratku za pamięć. Śp. Ks. Proboszcz bardzo dużo i często opowiadał mi o Bracie. A robił to z wielką radością.
Ze swej strony obiecują moją sercańską modlitwę u Serca Pana. Jednakże i ja się o nią trochę dopraszam, ponieważ jestem jeszcze w junioracie i jeszcze pozostało mi, jeśli Pan Bóg zechce pozwolić, ponad dwa lata do ślubów wieczystych. Poza tym jestem na drugim roku pielęgniarstwa. Jak więc widać muszę jeszcze “dużo rosnąć”.
Z wyrazami szacunku i modlitwą

S. Gabriela Strachowska