Kochać kapłaństwo
Kilkanaście lat temu na ekranach naszej telewizji pojawił się angielski serial zatytułowany: “Uciekinier”. Osią akcji była ucieczka pewnego przestępcy, posądzonego o morderstwo, którego ścigała policja. Za każdym razem udawało mu się zmylić pościg i przy końcu każdego odcinka umykał w bezpieczne schronienie. Akcja trzymała telewidzów w napięciu przez kilka miesięcy. W końcu jednak wpadł w zastawioną pułapkę.
Można się pokusić o scharakteryzowanie dwóch skrajnych typów kapłańskich, dwóch przeciwstawnych sylwetek, znajdujących się tak często w życiu codziennym: kapłan domator oraz kapłan uciekinier od swoich obowiązków.
Życie potwierdza niejedną obserwację.
Kapłan nerwowy, niespokojny, poszukujący nowych wrażeń, nie mogący usiedzieć na miejscu, szybko pędzi do konfesjonału, jeszcze szybciej z niego wychodzi. Przynagla penitenta, aby się prędzej spowiadał, nie ma czasu na pouczenie, skraca absolucję, nerwowo puka.
Widać u niego szybkie ruchy przy ołtarzu, fruwający ornat, pospieszne wymawiane, czy śpiewane słowa, “bo ludziom się spieszy”, a kapłanowi jeszcze bardziej. Lekcji religii nie należy przeciągać, bo dzieci zmęczone. Nabożeństwo dodatkowe - nieszpory, godzinki - niepotrzebne, nie na nasze czasu...
Plebania nie jest miejscem nadającym się do pobytu w chwilach wolnych... ulatnia się w “siną dal” poszukiwać ciekawego miejsca, towarzystwa.
Ucieczka wewnętrzna: od modlitwy, od codziennego dialogu z Bogiem, od spotkań z Chrystusem Eucharystycznym. Kościół jest blisko, a jednak tak daleko. Co tu robić przez cały kwadrans nawiedzenia, kiedy tu nic się nie dzieje, gdy nie ma żadnej funkcji do spełnienia? Ucieczka od książki, od studium teologii, ucieczka od rozmowy, dyskusji problemowej w gronie kolegów. Ucieczka od siebie samego, od zastanowienia się nad sensem kapłaństwa.
Kim jestem jako kapłan? Jaką wartość wewnętrzną przedstawiam? Jakie nękają mnie słabości, wady, namiętności? Kim jestem wobec Boga, Kościoła, bliźnich? Jakie jest moja prawdziwe imię? Nigdy nie otrzymam odpowiedzi, jeśli nie będę miał czasu przystanąć, jeśli nie przerwę tego szaleńczego biegu za pustką. Nigdy nie stanę się kimś na kogo może liczyć Chrystus i Jego Kościół. Kimś, kto został zawołany przez samego Syna Bożego do wielkiego dzieła - na miarę Odkupienia ludzkości.
“Quo vadis Domine?”
Na pociechę tych wszystkich, których nękają pokusy większych czy mniejszych ucieczek, trzeba powiedzieć, że sam św. Piotr uległ takiej pokusie. “Quo vadis?”. “Wracam do Rzymu, aby się powtórnie ukrzyżować”.
Kapłan domator, czuje się najlepiej w swoim własnym domu, w domu kościoła, w domu kapłaństwa, w domu swojej własnej, niepowtarzalnej duszy. “Wróć do pierwszej miłości”. Wróć do modlitwy, skupienia, zastanowienia się. Wróć do swego Boga, do źródeł swego kapłaństwa.
Modlitwa ranna, rozmyślanie, w ciągu dnia choć na chwilę jest myślą w kościele. Tam jest jego prawdziwy Dom. Jest stróżem i rozdawcą w Domu Chleba. Wciąż wyjmuje Chleb, by karmić swe duchowe dzieci na trud codzienny i na drogę do wieczności. Każde nawiedzenie napełnia pokojem, ucisza namiętności, podnosi na duchu.
Kapłan domator wie co zrobić z czasem, jak go wykorzystać, co czytać, jak przygotować się do lekcji, do spotkań z młodzieżą, jak ubogacić swych penitentów, itp.
Kapłan domator jest zawsze w swoim własnym domu... wie co dzieje się w jego sercu, sumieniu, charakterze, jest panem sytuacji.
Jego dom umiłowany to Kościół, salka katechetyczna, konfesjonał, jego własne mieszkanie. Jego domem jest kapłaństwo. Czerpie on wzór z Chrystusa. “Pójdźcie i zobaczcie gdzie mieszkam”. Kapłan wie gdzie Chrystus mieszka, jak ukształtować Mu mieszkanie, wnętrze kościoła, aby było godne Boga, aby przyciągało.
Kapłan domator nie pyta: Co za to dostanę? Jak sobie mogę urządzić życie? Ale pyta: Co zrobić, aby zadowolić Mistrza, jak zapełnić Jego dom biesiadnikami wiary, ile się jeszcze wyrzec, aby otrzymać dar najcenniejszy - Miłość.
Jan Paweł II opuścił swój Dom - Ojczyznę, rodzinną diecezję, a przecież nie uciekł. Wola Boża jest naszym najprawdziwszym domem.
Zakończmy to rozważanie dziękczynieniem za niezasłużony dar kapłaństwa, za powołanie nas do współpracy w dziele Zbawienia i za tak wspaniałe wzory kapłaństwa, jakie jaśnieją we współczesnym Kościele. Dziękując posłużmy się słowami św. Pawła (Ef 1).
“Bądź błogosławiony Boże i Ojcze, Pana naszego Jezusa Chrystusa”.