O szczęściu
“Szukajcież najpierw...”
Pewien mędrzec Wschodu przemierzył cały świat szukając szczęścia. Szukał go w pałacach, chatach, sztuce i wiedzy, wśród możnych i maluczkich - niestety na próżno. Na tym poszukiwaniu zeszło mu 50 lat. Wreszcie znużony i zniechęcony wstąpił do świątyni, gdzie zobaczył napis na drzwiach: “Tu ból nie sięga, tu nie słychać łkania, tu milknie serce, tu do szczęścia brama”. Wszedł do świątyni - ku drzwiom zasłoniętym kurtyną - ukazał mu się grób.
Mędrzec ten nie jest wyjątkiem. Ludzie szukają szczęścia i życzą go sobie. Szukają szczęścia w pracy, w miłości, w kulturze, sporcie, grze, egzaminach, itp.
Na czym polega więc prawdziwe szczęście i gdzie je można znaleźć?
Szczęścia nie dają dobra tego świata: bogactwo, sława. “Trzeba mieć coś w życiu ważnego, trzeba mieć coś co cieszy trwale, trzeba mieć stałą podstawę szczęścia” (“O szczęściu” Tatarkiewicz).
Goethe: “Uważano mnie za wyjątkowo szczęśliwego człowieka. Stwierdzić muszę, że przy mojej sławie, w ciągu 75 lat, nie miałem ani dwóch tygodni prawdziwie szczęśliwych”.
Ostatnie zdjęcie Hitlera. Wczoraj szatańską pychą powodowany posyłała pod adresem nieba i ziemi najśmielsze pogróżki i walczył. Nazywał się największym Niemcem na przestrzeni tysiąclecia, odbierał defilady, przemawiał do tłumów, itp. Dziś - odbiera ostatnią defiladę na dziedzińcu kancelarii Rzeszy. Przed nim kroczy kilkunastu młodych ludzi. Jest pochylony, trwasz obrzękła...
Prawdziwe szczęście musi być niezależne od rzeczy zewnętrznych. Musi być trwałe i wieczne. Mam Kogoś, należę do Kogoś, za Kim muszę bardzo tęsknić, po Kim muszę odczuwać głęboki smutek... “Szukajcież...”. On nie przemija wraz z czasem, ani się nie zmienia. On nie zdradzi. On nie zapomni. On nie porzuci, choć ja Go porzucam w chwili załamania.
Przystąpił do Jezusa człowiek, upadł na kolana i rzekł: “Panie, zmiłuj się na synem moim, bo jest lunatykiem i źle się ma, bo często wpada w ogień, a często w wodę, i przywiodłem go do uczniów Twoich, a nie mogli go uzdrowić” (Mt 17, 14).
Film reżysera Poręby pt. “Lunatycy” - to dramat z życia młodzieży znudzonej, szukającej swego miejsca w życiu, swoistego szczęścia. Często wpadają w ogień - nocą uruchamiają karuzelę w lunaparku, podpalają wóz z sianem, zaczepiają przechodniów, aż do skopania pewnego inżyniera włącznie. Tęsknią za normalnym życiem, gotowi zerwać z dotychczasowym za cenę atrakcyjnej pracy. Lunatycy nie wiedzą dokąd idą, po co żyją, czego chcą, za czym tęsknią. Nie mieli w życiu nikogo ani nic do kochania, aby znaleźć sens i cel życia, aby się poczuć szczęśliwymi...
Ilu lunatyków jest pośród nas? Szukamy nasycenia serca (kieliszek), szukamy tam nasycenia serca, gdzie go nie ma...
Odważ się postawić na żywą łączność z Chrystusem przez łaskę i wierność Jego woli, a przekonasz się jak prawdziwe szczęście wygląda.
Szukałem Ciebie w chmurach i błyskawicach
I na tej niskiej pełnej grobów glebie
I dzisiaj widzę w radosnych łez rosach
Że Bóg był bliższy mnie niż ja sam siebie (Staff).
Lekarz - 60 lat - dam mi takie świadectwo. Przez całe życie przebywałem w obecności Bożej. Ile razy spotkałem się z cierpieniem ludzkim, zadawałem sobie pytanie: Jak by do tego wypadku odniósł się wszechmocny i najlepszy Bóg? Odpowiednio postępowałem. Niczego nie uważam za rzecz błahą, dostosowywałem się do zamiarów Bożych.
“Człowiek sobie sam służy za kata, sam sobie gotuje nieszczęście i sam się w nie wplata”.
Ojciec lunatyka zaprasza Jezusa do uzdrowienia syna. Pragnę i ja was zaprosić: Pójdźcie za Jezusem ku szczęściu.