Milejów, 24.VI.1956 r.
Św. Jan Chrzciciel – wzór świętego
Plan
Wstęp
I. Powołanie nas do świętości.
II. Możliwość.
III. Środki: a/ modlitwa, b/ spełnienie woli Bożej
“A to jest wola Boża uświęcenie wasze” (1 Tes 4, 3)
Ukochani w Chrystusie Panu!
Dużo jest w kościele pięknych zwyczajów, które w sobie zawierają głęboką treść. I tak rokrocznie, w wigilię św. Jana Chrzciciela jesteśmy świadkami gorejących pochodni, roznoszonych z radością po polach przez rozentuzjazmowaną młodzież. Jest to zwyczaj pogański, inaczej zwany sobótkami. Obchodzono ten zwyczaj na cześć słońca, jako źródło wszelkiego światła, gdyż mniej więcej w tym czasie następowało zrównanie dnia i nocy. I właśnie Kościół katolicki te zwyczaje pogańskie przyjął, nadając im tylko odmienny charakter, po prostu ochrzcił je, oczyszczając z pogańskich naleciałości kultu słońca, a połączył je z postacią św. Jana Chrzciciela.
Św. Jan Chrzciciela był pierwszym zwiastunem przyjścia na świat samej światłości – Mesjasza, który miał rozproszyć ciemności grzechu. Dlatego też lepiej teraz zrozumiemy symbol i znaczenie palących się pochodni w noc wigilijną, tak zwanych “sobótek”, które wyrażają misję św. Jana Chrzciciela, jako pierwszego zwiastuna światłości, czyli Dobrej Nowiny – Ewangelii św.
I właśnie o tym prawie na każdym miejscu mówi dzisiejsza liturgia Mszy św.. M. in. w dzisiejszej lekcji czytamy wyjątek z Proroka Izajasza: “Oto dałem cię na światłość narodów, abyś był zbawieniem aż do krańców świata”. Te słowa prorok wyraźnie skierowuje do św. Jana Chrzciciela. Mają one zastosowanie w dzisiejszej liturgii.
Ale najmilsi, liturgia nasza nie jest czymś tylko martwym, obok czego można przejść obojętnie do porządku dziennego, ale winna być przejawem czynu ludzkiego, przejawem osobistego życia człowieka. I dlatego uwzględniając ten motyw, postać św. Jana Chrzciciela winna być dla nas, chrześcijan, żywym wzorem świętego życia. Każdy chrześcijanin w dzisiejszych czasach ma być tą jaśniejącą pochodnią wśród ciemności grzechu i zła, jakie zewsząd się panoszy.
Mając to zadanie chrześcijanina na uwadze, a wzorując się na życiu św. Jana Chrzciciela, pokrótce zastanowimy się nad obowiązkiem nas chrześcijan dążenia do świętości.
Z pewnością ktoś powie, że to nie na dzisiejsze czasy, że możliwe tylko to było w dawnych czasach. Inny powie, że święto to jakaś postać idealna, tylko dla wybrańców, a dla przeciętnego człowieka jest ten ideał nie do zrealizowania.
Pewien rzymski adwokat, zgłosił się do św. Filipa Neri i mówi:
- Ojcze, wiesz, że mam liczną rodzinę. Muszę już teraz myśleć o jej przyszłości. Wskaż mi najbardziej korzystny zawód dla mego najmłodszego syna.
- A co pan rozumie przez najkorzystniejszy zawód? – Oczywiście taki, który zapewnia największe zyski, a chroni przed stratą – odpowiedział adwokat. – Nie ma się co namyślać: niech będzie świętym. To najkorzystniejszy zawód. Nie ma żadnych strat, bo Bóg wszystko wynagradza, zysk zaś największy, bo się zdobywa niebo – odpowiedział święty.
Najmilsi! Pan Bóg stwarzając człowieka, obdarzając go na chrzcie św. szatą łaski uświęcającej, umacniając go w życiu przez sakramenty święte, jeden ma tylko w tym cel, mianowicie ten, aby go uczynić uczestnikiem niebieskich dóbr. Po prostu chce podzielić się z tobą, ze swoją doskonałością i świętością. Dlatego Pan Bóg upomina często nas, byśmy tego celu nie stracili z oczu – “świętymi bądźcie, bo i ja jest święty” (Kapł. 11, 4).
Nie dla przemysłu i techniki, nie dla handlu, czy polityki stworzył Bóg ziemię. Bóg powołał ziemię do bytu, aby wydawała świętych: święte dzieci, świętych młodzieńców i święte panny oraz świętych mężczyzn i święte kobiety. Albowiem, jak mówi św. Paweł, “to jest wola Boża uświęcenie wasze”. Widzimy więc, że powołaniem każdego człowieka, a szczególnie chrześcijanina jest dążenie do świętości, bo Pan Bóg tego zdecydowanie domaga się od nas. Przed człowiekiem stoją tylko dwie możliwości: albo być świętym, albo potępionym. Dlatego też mylne są poglądy tych, którzy twierdzą, że świętość jest tylko dla wybrańców, dla zakonników i księży, czy też ludzi wyjątkowych. W niebie spotkasz różnych ludzi: białych i czarnych, różnych ras i zawodów.
No tak, to jest prawda, ale czy na dzisiejsze czasy można o tym myśleć? – zapytasz. Przecież tak jestem zaabsorbowany pracą, obowiązkami, że się o tym podstawowym obowiązku zapomina. Tyle jest dzisiaj zła, że trudno jest się jemu oprzeć. Oto trudności, na jakie w życiu napotyka dzisiejszy człowiek.
Tak, prawdą jest to wszystko, ale pomimo tego nie uwalnia cię od obowiązku dążenia do świętości. Potrzeba tutaj zdobyć się na męstwo z twojej strony. Wiemy z własnego doświadczenia, że rzeczy wielkie i cenne nie przychodzą łatwo, ale zdobywa się je w ogniu walki. Ale czy miałoby to ludzi odstraszyć od ich osiągnięcia?! Bynajmniej! Jest to jeszcze większym bodźcem do ich zdobycia, choćby nawet kosztem wielkiej ofiary. Jeśli więc dla błahej, ziemskiej rzeczy, poświęcasz całe lata, ba nawet życie, by ją zdobyć, to tym bardziej winieneś się starać o zdobycie drogocennej perły – świętości życia.
Świętość bowiem, pomimo tych trudności, z jakimi się borykasz, jest możliwa do zdobycia i często w codziennym życiu z takimi ludźmi się spotykasz. Święty to człowiek żyjący wśród nas, z takimi samymi skłonnościami i wadami do ty, a nie jakaś postać z Księżyca.
Świętym jest każdy człowiek, który otrzymał na chrzcie św. szatę łaski uświęcającej, który dalej w życiu pomimo słabości i upadków, powstaje i dąży dalej do ideału świętości. Bóg bowiem widząc słabość człowieka wychodzi naprzeciw niego, przyobleka go swą łaską i w ten sposób między duszą a Bogiem następują zaślubiny. Kto więc posiada życie Boże, ten otrzymał zadatek świętości. Mając to na uwadze, możemy teraz zrozumieć słowa św. Pawła z II Listu do Koryntian: “Pozdrawiają was wszyscy święci, którzy są w Efezie”. Czyż nie winniśmy się z tego cieszyć, co mówi nam nasza wiara? Że my wszyscy, którzy posiadamy łaskę Bożą, zostaliśmy przyjęci do społeczności świętych.
Obok łaski ze strony człowieka potrzebna jest miłość Boga i bliźniego. Miłość Boga jest miarą miłości bliźniego i odwrotnie, a obie są oznaką życia świętego. Kto żyje życiem Bożym dla tego nie są ciężarem codzienne obowiązki, umie je zaprawić święcie miłością. Umie się zdobyć na ofiarę, zrezygnować z czegoś na korzyść bliźniego. Umie być wyrozumiałym w stosunku do otoczenia, które może staje mu na przeszkodzie.
Działo się to w tym roku, w jednym z kościołów łódzkich. Wielu o tym już wspominałem, ale dla wszystkich mogę się tutaj powtórzyć. Dzieci przystępowały do I-ej Komunii św. na sposób trójkowy, tzn. razem z rodzicami. Razem ze swoją córeczką stał oficer w randze majora. Ksiądz Proboszcz widząc go, zrobił mały nietakt, gdyż wysłał do niego siostrę zakonną z zapytaniem, czy przypadkiem z tego powodu nie będzie miał jakiś trudności. Zdumiony tym zapytaniem oficer odpowiada na głos, co ludzie w kościele mogli dobrze słyszeć, mniej więcej te słowa: “Ten mundur jest świadkiem mojego codziennego życia, występuję w nim w pierwszym rzędzie jako chrześcijanin i jako oficer Wojska Polskiego, dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, abym dzisiaj razem z dzieckiem manifestował swoją wiarę.
Oto naprawdę odpowiedź, godna pochwały, człowieka wierzącego, która była zbudowaniem dla wiernych w kościele. Oto postać świętego, który umie pogodzić swoje codzienne obowiązki, z dążeniem do świętości, który umie zdobyć się na ofiarę z miłości ku Bogu, by być chrześcijaninem nie tylko w niedzielę, ale w i życiu codziennym.
Takim i ty powinieneś być, bo dziś nie ma miejsca dla ludzi chwiejnych i słabych, albo być świętym i stać przy sztandarze Chrystusowym, albo iść na służbę szatana. Trzeba promieniować na zewnątrz swą świętością, ale nie tylko powierzchowną, jakimś blichtrem, ale mając swe podłoże w głębokim życiu wewnętrznym, opierającym się na miłości Boga i bliźniego. Albowiem “Bóg jest miłością – mówi św. Jan – a kto mieszka w miłości, w Bogu mieszka, a Bóg w nim” (1J 4, 16).
I ty bracie i siostro masz wiele sposobności w życiu codziennym ku temu, by uświęcić siebie przez pracę i obowiązki. W pierwszym rzędzie masz dbać o pielęgnowanie w sobie życia Bożego, przez częste przyjmowanie sakramentów świętych: pokuty i Komunii św. i przez częstą modlitwę. Ale pamiętam, by łączyć modlitwę z pracą, by między nimi nie było rozbieżności, by nie mógł ci nikt zarzucić, że: “modlisz się pod figurą a diabła nosisz za skórą”. Pamiętaj o tym, że katolikiem jesteś nie tylko w kościele, ale przede wszystkim w życiu codziennym, przy pracy i wypełnianiu swych obowiązków stanu. Myśl często o tym przy pracy, w polu, czy przy warsztacie, że przez nią spełnisz wolę Bożą i uświęcisz swoje życie. Umiej się pogodzić w wolą Bożą, gdy spadnie na cię jakieś nieszczęście, krzyż, który musisz dźwigać, boć i to ma swój sens i znaczenie w zbliżeniu człowieka do Boga.
Chciałbym i do was, kochane dzieci, zwrócić się, które w dniu wczorajszym rozpoczęłyście wakacje, z gorącym apelem, byście wypoczęły nie tylko na ciele, ale i byście również nabrały sił duchowych. Pamiętajcie o tym, że jesteście dziećmi Bożymi i macie to sobie każdego dnia przypominać. To powinno być waszą dumą, że pod tym względem jesteście już dorosłymi, o czym zapewne wielu z was marzy. Niech więc w czasie tych wakacji nie będzie ani jednego dnia, w którym opuszczony byłby pacierz ranny czy wieczorny, a w niedzielę Msza św. Starajcie się również chętnie pomagać i słuchać swoich rodziców, bo wiele jesteście im dłużni. Przez modlitwę codzienną, sakramenty św., Mszę św., pracę, spełnicie swój obowiązek dążenia do świętości. Miejcie gorącą miłość i nabożeństwo do Matki Najświętszej. “Maryjo Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”. Amen.