Kazanie - Najważniejsze zadanie życia i droga do niego

Najważniejsze zadanie życia i droga do niego

Wstęp.
I. Co mamy czynić, aby się zbawić?
II. Eucharystia źródłem siły.
III. Eucharystia a N.M.P.
Zakończenie.

“Nauczycielu, co mam czynić, abym
osiągnął życie wieczne” (Łk 10, 25)


Ukochani w Chrystusie Panu!

Wybitną cechą człowieka rozumnego, odróżniającą go od zwierzęcia, jest to, że myśli i zastanawia się nad swoim życiem, czego u zwierząt jest brak. Stara się i zabiega, by zabezpieczyć sobie doczesny żywot, by nie przymierać z głodu, ale oprócz tego sięga myślą do krainy życia wiecznego i zastanawia się jego głębią i sposobami osiągnięcia.
I oto w dzisiejszej Ewangelii św. jesteśmy świadkami rozmowy Pana Jezusa z uczonym faryzeuszem, który widząc cuda i nadzwyczajną mądrość Pana Jezusa, zwraca się doń z pytaniem: “Nauczycielu, co mam czynić, abym osiągnął życie wieczne?”. Oto pytanie, które było ważne nie tylko dla owego uczonego, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia św., ale i jest ono ważne, a nawet najważniejsze dla każdego z nas, boć przecież w tym zależnie od tego leży nasze szczęście lub nieszczęście w wieczności.
Dlatego też w dzisiejszej nauce zastanowimy się nad tym podstawowym pytaniem: Co mam czynić bym osiągnął życie wieczne?

Najmilsi!
Wgłębiając się w dalszy ciąg dzisiejszej Ewangelii św. możemy znaleźć odpowiedź na to dręczące pytanie, które zawiera się tylko w jednym prostym zdaniu, mianowicie, że mamy miłować Boga niepodzielnie, całym swoim sercem, a bliźniego tak jak chcemy by nas miłowano. Widzimy więc z tego, że odpowiedź na to pytanie: co mam czynić, by osiągnąć życie wieczne? – jest prosta i w konsekwencji droga do zbawienia jest prosta, gdyż właściwie opiera się tylko na dwóch przykazaniach – miłości Boga i bliźniego. Ale czy jest to łatwa droga? Oto następne pytanie. W życiu bowiem praktycznym spotykamy się z szeregiem trudności otaczającego świata, czy to własnych namiętności, które nam zasłaniają podstawowy cel życia i odciągają od tego co jest wieczne. Choć zasadniczo dobrze wiemy co mamy robić, by osiągnąć zbawienie swej duszy przez miłość Boga i bliźniego, ale jakże mało o to dbamy w swoim życiu?! Jakże nam nieraz trudno zdobyć się na czyn ofiarnej miłości względem bliźniego, który niekiedy oczekuje od nas pomocy, czy pociechy, a my od niego się odwracamy, jak to wiedzieliśmy w dzisiejszej Ewangelii, a do gorsze, zamiast mu pomóc dobijemy go oszczerstwami czy plotkami. O, tak najmilsi, tak pojęta miłość bliźniego nie prowadzi do życia wiecznego, ale trzeba się tutaj wyrzec naszego egoizmu i sobkostwa, bowiem nie ma innego drogi wiodącej do życia wiecznego, jak tylko droga miłości Boga pełnią serca, ponad wszystko co ziemskie i bliźniego - jak siebie samego. I dlatego trzeba nam czym prędzej szukać wyjścia z tej sytuacji, by zadośćuczynić tym dwom przykazaniom miłości, a równocześnie by naprawić to, co się źle zrobiło.
Pan Bóg stwarzając w duszy naszej pragnienie życia wiecznego, wskazał równocześnie na możliwość jego osiągnięcia, bowiem rzeczy niemożliwych Pan Bóg nie żąda od człowieka. Aby człowiekowi umożliwić osiągnięcie zbawienia wiecznego, Bóg udziela mu potrzebnych łask do tego, co więcej jednoczy się z nami w Komunii św., aby nas, jak matka dziecię, prowadzić za ręce, bezpieczną drogą życia. Kiedyś pisał nasz poeta Juliusz Słowacki w liście do matki: “Rad bym kawałkami samego siebie obdarowywać ludzi, aby silniejsi byli i cząstką mego szczęścia szczęśliwsi”.
W Komunii św. Pan Jezus rozdziela ludziom samego siebie, karmi ich Ciałem swoim i Boską Krwią, aby tym pokarmem nasyceni byli silniejsi i Jego Boskim szczęściem szczęśliwsi. Wiemy z własnego doświadczenia, że gdy się jest głodnym i spragnionym szczególnie w czasie pracy, czy podróży, to opuszczają nas siły i szybko się zniechęcamy.
W Starym Testamencie czytamy ciekawy szczegół z życia proroka Eliasza: Izabel bałwochwalcza królowa żydowska, powodowana chęcią zemsty ściga proroka Eliasza, aby go zabić. Prorok ucieka, usiadł po drodze pod krzakiem jałowcowym i zupełnie zrezygnowany, powiedział: “Dosyć mam Panie, weźmij duszę moją”. Wówczas ukazał mu się Anioł, pocieszył zniechęconego proroka, dał mu na drogę chleb i wodę i powiedział: “Wstań, jedz, bo jeszcze daleką nasz drogę”. I śmiertelnie znużony prorok, posilony anielskim chlebem, nabrał tyle mocy, że przez 40 dni wędrował przez pustynię nie czując zmęczenia.
Drodzy Bracia i Siostry! Każdy z nas jest takim wędrowcem na pustyni. Ile to razy opanowuje nas zniechęcenie i rozgoryczenie. Raz po raz uderzają na nas hieny pokus i szakale grzechu. Któż wtedy doda sił i mocy? Któż wyratuje nas od zguby? Nikt inny – tylko sam Pan Jezus, który podaje nam chleb mocnych, chleb Aniołów, o którym powiedział: “Kto pożywa tego chleba żyć będzie na wieki”. Pan Jezus bowiem po to pozostał w sakramencie Eucharystii, byśmy tutaj na ziemi nie czuli się sierotami, by nas pocieszać w smutkach, leczyć nasze schorzałe dusze, wreszcie wlewać do serc naszych miłość Boga i bliźniego, a przez to dać nam żywot wieczny. Albowiem, jak mówi sam Pan Jezus: “Zaprawdę powiadam wam, kto pożywa Ciało moje i pije Krew moją, ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w ostatni dzień” (J 6, 54).
Widząc dzisiejszą nienawiść człowieka do człowieka, egoizm, chciwość i zazdrość, brak poszanowania dla życia ludzkiego jeszcze nienarodzonego, pytamy się gdzie szukać ratunku, by zbłąkaną ludzkość naprowadzić na drogę miłości Boga i bliźniego. Otóż, najmilsi, przede wszystkim pierwszym i podstawowym środkiem na choroby XX wieku jest częsta Komunia św. Bo egoizm, nienawiść wzajemną można pokonać tylko przez miłość. Tej miłości potrzebuje już małe dziecko, potrzebują jej rodziny polskie, wśród których nieraz panuje niezgoda i rozdwojenie, tej miłości potrzeba jest dziś wszystkim skłóconym narodom. Jeśli dziecko w rodzinie nie dozna czułego serca matczynego, jeśli w rodzinie panuje nienawiść, jeśli nie ma zaufania między ludźmi, to wtedy powstaje katastrofa, dzieci wychowuje ulica na przyszłych, dzisiaj tak modnych, “chuliganów”, rozpadają się rodziny, a państwom grozi zagłada wzajemna. Tak, tylko przez miłość można temu wszystkiemu zapobiec, a tej miłości uczy nas Pan Jezus w Komunii św. Komunia św. to najlepsza szkoła miłości. Kiedy Pan Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament modlił się za przyszły Kościół, modlił się za całą ludzkość: “Aby wszyscy byli jedno, jako Ty Ojcze we mnie, a ja w Tobie, aby i oni jedno w nas byli” (J 17, 21). Komunia św. jest niewyczerpanym źródłem tej jedności, braterstwa i wspólnoty. Do stołu Pańskiego klęka zarówno król, jak i sługa, bogacz, jak i nędzarz, stary jak i dziecko, mężczyzna czy kobieta, znika między nimi nienawiść, a panuje pokój. Gdyby wszyscy ludzie należycie pojęli wartość Komunii św., nie wyłączając tych stojących u steru rządów państw, wtedy innymi torami popłynęłoby życie ludzkie.

Najmilsi w Chrystusie Panu!
Za niespełna dwa tygodnie, w dniu 26 sierpnia, cały nasz naród na Jasnej Górze odnowi swoje ślubowanie i wierność wobec swej Królowej. Na Jasnej Górze będą to czynić wszyscy zgromadzeni tam wierni z całej Polski, pod przewodnictwem episkopatu. Ci zaś, którzy nie będą w tym dniu uczestniczyć na Jasnej Górze, uczynią to w swoich parafiach. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że w tym ślubowaniu nie chodzi tylko o słowa i powtórzenie jeszcze raz obietnic, tylekroć razy czynionych Matce Bożej. Chodzić tutaj bowiem będzie o nasze życie, o nasze czyny, aby były one godne poddanych Najświętszej Królowej, i żeby rzeczywiście Jej słudzy dążyli i doszli do Królestwa Jej Syna, którym jest żywot wieczny.
Oto do ciężko chorej wzywają kapłana. Kapłan natychmiast przybywa z Panem Jezusem. Obok chorej leży dopiero co narodzony chłopczyk – Józio. Matka jest w śmiertelnej agonii i nie ma dla niej już żadnego ratunku. Dziecię jednak żyje. Po spowiedzi i Komunii św. chora matka prosi o kawałek papieru i ołówek i drżącą ręką pisze te słowa, skierowane do żyjącego jej dziecka: “Józiu! Kochaj Boga i Matkę Najświętszą, bądź dobrym człowiekiem, o to cię prosi twoja konająca matka”.
Podobne słowa matczynego napomnienia, kieruje i do nas dzisiaj Matka Najświętsza, szczególnie w tym roku. Zwraca się do nas wszystkich umiłowanych Jej dzieci, zrodzonych w strasznych boleściach pod krzyżem, ukazuje nam boleść na krzyżu swojego Syna za grzechy całego świata, otwiera przed nami swoje serce, przebite siedmioma mieczami boleści, i zdaje się do nas przemawiać czułymi matczynymi słowami: “Dzieci moje, patrzcie jak was Bóg ukochał i Jego Matka, że tak wielką ofiarę dla was ponieśli, kochajcie i wy Boga i nie obrażajcie go więcej ciężkimi grzechami, łączcie się często z Nim w Komunii św..
Tak, najmilsi, szczególną troską każdej matki kochającej swe dzieci, jest to, by nie stała się im żadna krzywda, by nie zaznały głodu. Dla ratowania życia dziecka każda matka gotowa jest sobie odjąć od ust pokarm, by dać go dziecku, co więcej gotowa jest swoje życie złożyć w ofierze dla swego maleństwa.
Tak samo i nasza kochająca Matka i nasza Królowa troszczy się o to, by nam się nie stała żadna krzywda, byśmy przypadkiem nie przymierali z głodu z braku pokarmu duchowego. Prowadzi nas za ręce jak niemowlęta do stołu Pańskiego i jak dobra Matka karmi nas Ciałem swego Syna, by karmić i leczyć nasze dusze i prowadzić do wiecznej ojczyzny. Nie opierajmy się więc słodkim naleganiom naszej Matki i dajmy się Jej prowadzić do Stołu Pańskiego. W tym więc roku 300-lecia ślubów, przygotujmy nasze serca na ten uroczysty moment ich odnowienia w dniu 26 sierpnia br. I już teraz, począwszy od 15 sierpnia od Matki Bożej Zielnej, aż do 8 września do Jej Narodzenia, przystąpmy wszyscy jak jeden mąż, do spowiedzi i Komunii św. Okażemy w tym czynie miłość i przywiązanie do Jasnogórskiej Pani i Królowej. Ale najmilsi, nie poprzestawajmy tylko na jednorazowym przyjęciu Komunii św., by potem wrócić do codziennego, grzesznego życia. Starajmy się częściej przystępować do Komunii św., by z niej czerpać siłę i lekarstwo do poprawy życia osobistego, rodzinnego i społecznego. Idąc tą drogą pod bokiem Maryi i Jej Syna na pewno bezpiecznie dopłyniemy do portu zbawienia. Amen.