XXXI Niedziela Zwykła
Niezwykłe i dziwne rzeczy działy się tego dnia w Jerycho, o czym wspomina dzisiejsza Ewangelia. Pierwszą z nich było uzdrowienie ślepego Bartymeusza u wrót miasta. Spowodowało to wielki entuzjazm ludu, który towarzyszył Chrystusowi, gdy wchodził do miasta. Tu nastąpiło drugie wydarzenie, trochę dziwne, a nawet komiczne. Jezus przechodząc koło drzewa sykomory, podniósł oczy i dostrzega wśród gałęzi obserwującego go mężczyznę. Owym mężczyzną był Zacheusz - celnik. Chrystus mówi do niego: “Zacheuszu, zejdź prędko”. Tłum, gdy ujrzał schodzącego z drzewa Zacheusza z pewnością wybuchnął śmiechem. I miał powody. Znany w mieście szef celników, wdrapał się na drzewo. Po wtóre, że mieli dobrą okazję, aby zakpić sobie ze znienawidzonego celnika, przedstawiciela rzymskiego okupanta, bogacącego się nie zawsze uczciwie ich kosztem.
Trzecie wydarzenie tego dnia ma miejsce wtedy, gdy rozbawiony tłum ze zdumieniem słyszy słowa Chrystusa: “Dziś muszę zatrzymać się w twoim domu”. U tego zdziercy i grzesznika - szemrzą zgorszeni Żydzi. Była to sytuacja podobna do tej, w której biskup przyjeżdżając do miasta, by wizytować parafię, zamiast do proboszcza, udałby się na obiad do kupca znanego z gorszącego życia. Żydzi jednak nie rozumieli, że Chrystus przyszedł szukać grzeszników. Zacheusz uradował się z tej propozycji Jezusa. Idąc do domu słuchał nauki Chrystusa i ujrzał w jej świetle całe swoje dotychczasowe życie. Na widok tego obrazu ogarnęło go obrzydzenie. To spotkanie obudziło w nim sumienie, które wyrzucało mu wyrządzone krzywdy bliźnim i popełniane oszustwa. Nie mógł teraz żyć spokojnie, patrząc na grzeszną swą przeszłość. O tym, że był grzesznikiem mówili mu często mieszkańcy Jerycha. Czynili to jednak z pogardą. A Chrystus spojrzał na niego z miłością: nie potępiał, nie upokarzał. Zacheusz z uczuciem obrzydzenia do swojej przeszłości i żalu - podejmuje decyzję: “Panie, oto połowę mego majątku przeznaczam na ubogich”.
Tego dnia zrobił najlepszy interes w swoim życiu. Przeżył ogromną radość. Dotąd myślał, że celem i sensem jego życia jest gromadzenie majątku, ale zawsze mu czegoś brakowało. Nie był z tego zadowolony, ani spokojny. Spotkawszy na swej drodze Chrystusa, w Jego Ewangelii znalazł sens i cel życia. Zrozumiał, że pieniądz jest tylko środkiem do niesienia pomocy drugim. “Ochotnego dawcę miłuje Bóg”. Pragnie również zadośćuczynić tym, którym wyrządził krzywdę. “Jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (Łk 18). Usłyszał wtedy słowa: “Dziś stało się zbawienie”. Zaciera się ślady zbrodni. A jak jest w naszym życiu?
Wielu postępuje dziś wedle zasady (i dobrze im się wiedzie): tylko nie daj się złapać na złym uczynku. I w naszym życiu obserwuję zanik sumienia. Ci, którzy okradają Polskę i nie chcą się rozliczyć z nadużyć przeszłości, nie stać ich na jedno słowo “przepraszam”.
Był swego czasu film pt. “Sumienie”. Późnym wieczorem ulicami Pragi jedzie auto. Jest po deszczu, asfalt jest śliski. W pewnym momencie wybiera na ulicę z bramy chłopiec. Kierowca nie zdążył zahamować. Chłopiec pozostał w kałuży krwi na ulicy. Kierowca odjechał w przekonaniu, że go nikt nie widział. Na drugi dzień gazety doniosły o śmierci chłopca. Właściciel samochodu po powrocie do domu przeżywa chwile lęku, że znajdą go i aresztują. Upływają tygodnie i miesiące, ale nikt się nie zjawił. Lęk minął. Lecz w jego miejsce zrodziło się coś stokroć boleśniejszego - wyrzuty sumienia. Miał syna, właśnie w takim wieku, jak zabity chłopiec. Po latach syn zdał maturę. Na przyjęciu z tej okazji syn dziękuje ojcu za wychowanie, za dobry przykład, za wzór szlachetnego charakteru. Ojciec wówczas nie mógł już walczyć z sumieniem - poszedł na policję. Sumienie niepokoi, woła i pyta: Gdzie jest twój brat?
Chrystus i do nas dziś mówi: Chcę zatrzymać się w twoim domu. Powinniśmy zastanowić się nad naprawieniem krzywd wyrządzonych bliźniemu i zmiany życia na lepsze. By twoje zbawienie stało się rzeczywistością.
I na koniec chciałbym odpowiedzieć tym, którzy zachowują bierność w sprawach naszej Ojczyzny i nie chcą iść na głosowanie. Trzeba dokonać wyboru wedle sumienia, na tego, który będzie sprawował najwyższy urząd w państwie. Niepójście byłoby grzechem przeciwko matce - naszej Ojczyźnie. Wszystkim odpowiedzialnym za losy Ojczyzny, życzę wyboru takiego kandydata, który kieruje się głosem sumienia i który ma na uwadze dobro ogólne w Chrystusie. Prosimy Maryję, Patronkę i Królową Polski, o mądrość Polaków w decydującej chwili naszej Ojczyzny.
Niechaj towarzyszy nam w tym ważnym, historycznym momencie modlitwa: “Pod Twoją obronę uciekamy się...”. Amen.