VII Niedziela po Wielkanocy - 19.05.1996 r.
Czas zamkniętych drzwi. “Ja za nimi proszę...”
Chrystus odszedł. Pożegnanie było krótkie. W uszach uczniów brzmiało polecenie: “Idąc na cały świat”... Trzeba było podjąć to wezwanie. Za zamkniętymi drzwiami wieczernika w Jerozolimie niewielka wspólnota, wychowana przez Mistrza z Nazaretu, trwa na modlitwie. W bliskim kontakcie z Bogiem przygotowuje się do wyjścia w świat. Znali słabość swoich ludzkich sił niezdolnych do podjęcia tak wielkiego dzieła. Wiedzieli jak niechętnie świat jest nastawiony na przyjęcie dobrej nowiny, jak wielkie kłody rzuca się pod nogi tych, którzy ją głoszą. Dobrze znali swego Mistrza. Dokładnie rozważali ostatnie tygodnie Jego życia... Byli świadomi, do czego się zabierają i jak się skończy dla każdego z nich głoszenie Ewangelii. Szukali więc sił u Boga. Trwali na modlitwie. Zamknięte drzwi odcinały ich od świata. Wiedzieli, że jeśli wyjdą, odwrotu już nie będzie. Za progiem wieczernika trzeba trwać w dawaniu świadectwa Jezusowi, nawet w obliczu śmierci.
Dopiero w tej sytuacji zaczęli odkrywać czym jest modlitwa. Doskonalili ją pod opieką Matki Jezusa. Ona umiała się modlić. Jej życie było nieustanną modlitwą. Z nią odkrywali, że w modlitwie chodzi o duchową wieź z Bogiem, naszym Ojcem. Więź tak bliską i mocną, by człowiek mógł w oparciu o nią zrealizować nawet najtrudniejsze zadanie życiowe. W tej wytrwałej modlitwie stopniowo ich serca otwierały się na Boga. Trwało to 50 dni. Wreszcie Bóg wypełnił je swoim Duchem. Poczuli się wówczas mocni, odważni i mądrzy. A kiedy się to stało, otwarli drzwi. Wyszli by głosić dobrą nowinę i dawać świadectwo o Zmartwychwstałym Jezusie.
I w naszym życiu bywają chwile podejmowania zadań przerastających nasze możliwości. Wtedy trzeba umieć zamknąć drzwi, trwać na modlitwie. Trzeba otworzyć serce dla Boga i czekać na Jego dary, uzdalniające nas do podjęcia zadań, jakie On zleca.
Człowiek wierzący, jeśli mu zależy na dobrym wykonaniu życiowego powołania, musi odkrywać wartość modlitwy. Jeśli to uczyni, chwile trudne przeżyje zawsze w sposób twórczy. Dotyczy to decyzji zawarcia małżeństwa, czasem ratowania go przed rozpadem, decyzji przyjęcia poczętego dziecka, wyboru zawodu, zmiany miejsca pracy czy zamieszkania, przejścia na emeryturę, zgody na nieuleczalną chorobę, czy inne bolesne doświadczenie. Lekarz przed operacją... Msza św. w intencji chorego... cała wioska modlitwy. Warto w takich sytuacjach poprosić kogoś z bliskich, by razem z nami trwali na modlitwie. Razem znacznie łatwiej trwać i łatwiej podjąć mądrą decyzję. “Proszę nie tylko za nimi, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu, będą wierzyć we Mnie”.