Uśmiech i serdeczność Księdza Antoniego

Poznałem księdza Antoniego Supadego w 1951 roku, jako alumna Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi. Antoni Supady był moim kolegą seminaryjnym z wyższego rocznika.

Był przyjacielski, serdeczny, nie tylko dla swoich kolegów kursowych, ale także dla kolegów z młodszych i starszych roczników. Jego dobroć i serdeczność przejawiały się w wyrazie jego twarzy, na której zawsze rysował się życzliwy i serdeczny uśmiech dla każdego napotkanego człowieka. Znając go z lat seminaryjnych, a także późniejszych, gdy byliśmy obaj w kapłaństwie, nigdy nie przejawiał niechęci do drugiej osoby. Jak zauważyłem tak do nas kapłanów, kleryków i osób świeckich okazywał serdeczność przejawiającą się w miłym i życzliwym uśmiechy.

Nigdy nie odmówił (przynajmniej mi) spełnienia żadnej prośby, a prosiłem go w różnych potrzebach. Chętnie spowiadał na prośbę nas, kapłanów i rozmawiał na różne tematy duszpasterskie. Nie marnował swojego czasu, stawał się wszystkich dla wszystkich. Nie lubił marnować czasu na tematy, które nie były związane z Kościołem i wiarą. Wtedy okazywał niezadowolenie poprzez wyraz twarzy, zamiast życzliwego uśmiechu.

Będąc proboszczem w Witowie i Wolborzu, prosiłem Księdza Antoniego o prowadzenie rekolekcji wielkopostnych. Mimo licznych swoich obowiązków, które pełnił jako wikariusz, a potem jako proboszcz, wygospodarował czas na te rekolekcje. Prowadził je z gorliwością, przemawiał serdecznie zawsze z tym samym uśmiechniętym wyrazem twarzy. Konferencje jego były zawsze bardzo treściwe i teologiczne. Ludzie starsi, młodzież i dzieci odwdzięczali mu się również uśmiechem i serdecznością za dobre, kapłaństwie rekolekcyjne słowo.

Był niezmordowanym spowiednikiem i przewodnikiem wielu nabożeństw. W moich myślach zapamiętałem go jako dobrego pasterza owiec, które mu przez Pana Boga zostały powierzone.

Ks. Prałat Stanisław Socha