Kazanie - Święto Krwi Przenajświętszej Pana Jezusa - 1956 r.

1.07.1956 r. - Milejów


Święto Krwi Przenajświętszej Pana Jezusa


Wstęp: Powiązanie ofiary Krzyża z ofiarą Mszy św.
1. Czym jest ofiara Mszy św.?
a/ zbliżoną ku nam Golgotą
b/ zdrojem łask
c/ służbą Bożą.
2. Msza św. niedzielna a życie
a/ ofiarowanie
b/ przeistoczenie
c/ Komunia św.
Zakończenie: “Ite, missa est”.

“Tak Bóg umiłował świat, że Syna
swego jednorodzonego dał, aby był
ukrzyżowan”.

Ukochani Braci i Siostry w Chrystusie!

Dzisiejsza niedziela poświęcona jest uczczeniu Przenajdroższej Krwi Chrystusowej, która została wylana aż do ostatniej kropli na krzyżu dla naszego zbawienia. I oto dzisiejsza Ewangelia św. przypomina nam ten tragiczny moment Kalwarii - śmierci Boga. Dokonała się ofiara na krzyżu, jaką Syn Boży złożył swemu Ojcu, na przebłaganie i zadośćuczynienie za wszystkie grzechy, jakich ludzkość się dopuszczała. Dokonało się największe wydarzenie, jakie miało miejsce w dziejach świata - pojednanie człowieka z Bogiem przez ofiarę krzyżową. Tymczasem świat nie chciał tego zrozumieć i obojętnie, a nawet z szyderstwem, towarzyszył śmierci Zbawiciela.
Ale, najmilsi, Chrystus Pan w sposób krwawy raz poniósł śmierć, by udostępnić każdemu człowiekowi zbawienie, w każdym wieku, by mógł czerpać z łaski odkupienia. Codziennie na ołtarzu w czasie Mszy św. ponawia się ofiarę Chrystusa w sposób niekrwawy. A jakże bardzo my tego nie doceniamy i dziwimy się jak dawniej ludzie mogli stać obojętnie pod krzyżem pod krzyżem? A jak my dzisiaj podchodzimy do bezkrwawej ofiary Mszy św.?!
I dlatego w dzisiejszej nauce zastanowimy się pokrótce nad wartością i znaczeniem życiowym ofiary Mszy św.
Najmilsi! Chcąc zrozumieć czym jest ofiara Mszy św. musimy się cofnąć wstecz, do tej ofiary, jaką złożył na krzyżu sam Chrystus Pan.
Otóż Msza św. jest zbliżoną ku nam Golgotą. A przecież wiemy, iż od tej ofiary - Męki Zbawiciela zwisło zbawienie świata. Jezus odprawiał ją jako zastępca i przedstawiciel całego rodzaju ludzkiego. Składał ofiarę uwielbienia, wdzięczności i oddania się, aż do ostatniej kropki Krwi, do ostatniego ścięgna swego Ciała, do ostatniego uderzenia swego Serca. Była to ofiara ubłagania i wołanie o zmiłowanie nad nami. Ta trzygodzinna Msza św. Ukrzyżowanego Arcykapłana zrobiła w niebie takie wrażenie, że Bóg, ze względu na tę ofiarę postanowił odpuścić człowiekowi wszystkie grzechy, przywrócić go do łaski i dać mu z powrotem prawo do szczęśliwości wiecznej.
I właśnie, jak zaznaczyłem na wstępie, Msza św. jest w swej najgłębszej treści wspomnieniem, odnowieniem, żywym przedstawieniem dramatu, który się raz odbył na Golgocie, by człowiekowi przez to udostępnić korzystanie z łask Krzyża. Jest ona jak gdyby łożyskiem przez które dopływają do nas łaski z Krzyża Chrystusowego. Msza św., krótko mówiąc, jest ciągłym ponawianiem wielkopiątkowej ofiary. Kto podczas Mszy św. nie czuje się duchem obecny na Kalwarii, ten nie ma najmniejszego pojęcia o tym, co to jest Msza św.
Co byście powiedzieli na to. Oto umiera ojciec. Niedaleko w karczmie siedzi jego syn, zabawiając się grą w karty. Przynoszą mu wiadomość, że ojciec kona, lecz on nie przejmuje się tym, ale dalej spokojnie gra. Czy to nie okropne?!
Jedna matka dogorywa w przedśmiertnej agonii. Córka wkłada suknię balową i idzie do tańca. Donoszą jej, że matka umiera. Ona jednak tańczy dalej. Co powiesz na takie nieczułe postępowanie? Czy nie krzyczy ono do nieba? A jednak? Jak my zachowujemy się na Mszy św., w której Zbawiciel ponosi śmierć mistyczną? Czy przypadkiem ten zarzut nie dotyczy nas?
Oto, kiedy pewnego dnia w prywatnej kaplicy w Rzymie odprawiał Mszę św., żyjący do dziś wielki apostoł Serca Jezusa, który słynie świętością życia, ojciec Mateo, pomiędzy obecnymi znalazł się i pewien bezbożnik, który nigdy jeszcze nie był w kościele.
W chwili podniesienia, powalony tajemniczą siłą, pada na kolana, a z oczu płyną mu strumienie łez. Po Mszy św. zapytuje ów człowiek ojca Mateo: “Ojcze, kim był ten, co przybył na ojca miejsce? Posłuchaj, co dziś widziałem podczas Mszy św... W pewnej chwili, gdy zadzwoniono na podniesienie, ojciec zniknął, a na miejsce ojca przyszedł jakiś pan, o majestatycznym wyglądzie, był smutny, bardzo smutny i cały okryty ranami. Zranione ręce miał rozłożone, a z nich płynęła krew, spadając kroplami do kielicha. Nigdy dotąd nie widziałem rzewniejszego obrazu. Cały drżałem z przejęcia. O oto teraz proszę o przyjęcie mnie na łono Kościoła, bo będąc świadkiem tego wzruszającego momentu, po prostu trudno jest dalej opierać się łasce Bożej.
Oto i dziś radosne dzwony naszego kościoła oznajmiają nam i zachęcają, byśmy wzięli udział w tej bezkrwawej ofierze Mszy św. Wzywają, byśmy oderwali się od trudów dnia codziennego, a spieszyli pod krzyż ofiary Mszy św., byśmy tu znaleźli przebaczenie, ukojenie, tyle łask z niej płynących. Szkoda, że tak mało ludzi z naszej parafii korzysta z tego zaproszenia na wielką ucztę ofiarną. Jeden się tłumaczy, że obowiązki mu nie pozwalają, inny, że niepogoda: deszcz czy upał, i tak wielu szuka wymówki, a jest to po prostu niedbalstwo, bo dla chcącego wszystko jest możliwe.
Kiedy po pierwszej wojnie światowej, marszałek francuski Foch, znany w Polsce, który przyczynił się do ugruntowania naszej niepodległości, został zaproszony do Stanów Zjednoczonych, w pewien niedzielny dzień wręczono mu do rąk program uroczystości ku jego czci, tak ułożony, że nie było tam miejsca na Mszę św. Wówczas marszałek skreślił niektóre punkty programu i wstawił półtorej godziny czasu wolnego na Mszę św., podczas której modlił się jak zwykle z dużego modlitewnika, ze szczerą pobożnością.

Drodzy Bracia i Siostry!
Uczęszczając na Mszę św., przeżywając jej dramat, nie zapomnijmy o tym, by łączyć ją z życiem dnia codziennego. Jakże bowiem często spotykamy się z zarzutami ze strony ludzi źle nastawionych do Kościoła, że my katolicy jesteśmy tak powierzchowni, tak mało starający się żyć na co dzień prawdami naszej wiary. I słusznie, ktoś powiedział, widząc życie katolików, że sam osobiście nie lubi niedzieli. A dlaczego? Bo w niedzielę jest wiele udawania, nadrabiania miną czy strojem. Lepszy jest dzień roboczy, każdy się bowiem okazuje kim jest w życiu naprawdę. W niedzielę udaje on, że Msza św. jest czymś najważniejszym dla niego, w rzeczywistości jednak Msza św. nie wnika głęboko w jego życie i nie przynosi owoców w ciągu tygodnia.
Tak, najmilsi, tak jak Jezus na ołtarzu za nas się ofiaruje i ponosi śmierć mistyczną, tak i my, będąc jej świadkami i uczestnikami, winniśmy tę ofiarę niedzielną kontynuować w życiu codziennym. Bez ofiarowania bowiem nie ma prawdziwego, wartościowego życia. Ofiarowanie być musi! Wie o tym rolnik, który w pocie własnego oblicza uprawia ziemię. Wie o tym ojciec, czy matka, która nieraz spędza całe noce przy kołysce swego dziecka. Bez ofiary nie ma szczęścia rodzinnego.
I dlatego życie chrześcijanina winno być ciągłym odnowieniem na modłę Chrystusową. Dzwonki na podniesienie w naszych kościołach wołają przede wszystkim o przemianę wewnętrzną człowieka, wołają o świętość duszy! Mamy przemienić swoje życie w stosunku do naszych bliźnich, by zniknęły urazy i kłótnie w rodzinach, by poprzez uczestnictwo w Komunii św. zapanowała miłość i wzajemne zaufanie.
Ite, missa est! - Idźcie, Msza św. się skończyła! Tak zazwyczaj kończy się Msza św. niedzielna. Słowa te jednak nie oznaczają rozpuszczenia ludu zebranego w kościele, znaku danego do odejścia. Ale jest to również posłanie, które oznacza: idźcie, wasza służba Bożą się zaczyna tam, za progiem świątyni, w życiu. Bóg, Chrystus i Kościół, posyłają nas w życie, na mszę naszego życie. Koniec Mszy św. w kościele nie jest bynajmniej końcem ofiary. Musimy stanowczo zwalczać mniemanie, jakoby życie było czymś samo dla siebie, a Msza św. dla siebie. Życie chrześcijanina - to życie Mszy św., a Msza św. to życie.
I to jest naszym posłannictwem, jakie wraz z ostatnim błogosławieństwem zabieramy ze sobą w życie i w świat z niedzielnej Mszy św.
Łączmy się więc w czasie każdej Mszy św. z Chrystusem, który za nas się ofiaruje, a równocześnie dołączmy do tego nasze drobne ofiary życia codziennego: cierpienia i przełamywanie własnej woli. A wtedy Msza św. nie będzie dla nas czymś niezrozumiałym, oddzielonym od życia, ale wspólną ofiarą Chrystusa, jako Głowy Mistycznego Ciała i wszystkich członków - wiernych.